Hi!

Witaj w świecie Charliego! Make yourself at home and smell the roses!

*ULUBIEŃCY MIESIĄCA* - Best of September

*ULUBIEŃCY MIESIĄCA* - Best of September

Mam straszne tyły! Za pasem połowa października, a ja jeszcze Ulubieńców Września nie opublikowałem. No tak nie może być! Nadrabiam więc i naprawdę tym razem postaram się zrobić to w telegraficznym skrócie. Będzie za to dużo zdjęć.

We wrześniu było jeszcze sporo letniej pogody. Na początku miesiąca paradowałem w samym fartuszku TOUS i nowej koszuli Herse. W ogrodzie było nadal zielono, a ja zasadziłem parę rzeczy, min. dwa krzaki lawendy, które następnego lata mam nadzieję odwdzięcza mi się pięknym kolorem i aromatem. Były dni i rowerowe i hamakowe, ale niekiedy przydawała się też kurtka przeciwdeszczowa kupiona na wakacyjny wypad w góry. Nie mogąc się rozstać z latem zrobiłem dla was rolkę o tym jak zachować wakacyjny opalony look z kosmetykami Pupa Man. Jesień jednak nieubłaganie nadeszła. Zaletą tej pory roku jest zawsze możliwość nieograniczonego palenia świec zapachowych co we wrześniu czyniłem na potęgę.

Dużo było gruszek i śliwek. Te owoce nieodłącznie kojarzą mi się z wrześniem. Dlatego też wrześniowe CharlieWykłada poświęciłem zapachom z tymi dwoma nutami właśnie. Tak dobrze wąchało mi się wtedy śliwkę, że postanowiłem poświęcić jej cały tematyczny tydzień. Zacząłem ostatniego dnia września, skończyłem już w październiku. Podsumowanie tego Tygodnia z Jednym Składnikiem macie na blogu.

Na blogu zadebiutował też nowy cykl – Kwestionariusz Charliego. Jego pierwszą gościnią była Marysia Kowalczyk czyli instagramowa NoStressBeauty. Jeśli jeszcze nie czytaliście jej odpowiedzi na pytania w moim kwestionariuszu, pora to nadrobić.

Trzy razy podróżowałem do Warszawy by wziąć udział we wspaniałych perfumowych eventach. O szczegółach przeczytacie poniżej. Zaliczyłem zabieg w Douglasie, odwiedziłem bardzo oryginalną wystawę sztuki nowoczesnej w Hotelu Warszawa i nie omieszkałem wypić kawy w ulubionej warszawskiej Stor Cafe.

Powąchałem całkiem sporo wrześniowych premier. O tych które najbardziej mi się spodobały przeczytacie poniżej. W nowej-starej kolekcji Guerlaina Allegoria Absolus poznałem w zasadzie jedyną nową w niej kompozycję Rose Amira. Z damskich nowości odkryłem Barénię, nowe Chloé Intense, Goddess Intense, Gucci Flora Gorgeous Orchid, Gabrielle L’Eau i Shalimar Millésime Jasmin. Męskie premiery, które poznałem to Chanel Allure Homme Sport Superleggera, Boss Bottled Absolu i Rabanne Million Gold. A poza tym nowy ‘trunek’ Kiliana, drzewną nowość Jo Malone, butikowce Guerlain (Patchouli Paris) i Dior (pięć zapachów w wersji Esprit de Parfum) oraz nowość polskiej marki yDe Let’s go upstairs. Tę ostatnią polecam fanom tytoniu z kwiatową nutą.

Pora na wrześniowy front kosmetyczny. Cały miesiąc regularnie stosowałem nowy tonik antyoksydacyjny Antipodes z witaminą C Glory. Rozpocząłem sezon na retinoidy z BasicLab wcielając do pielęgnacji ich nowe korygujące serum pod oczy z retinalem i peptydami. Na brodę nakładałem olejek o zapachu zielonej herbaty Ministerstwa Dobrego Mydła, a na włosy ich pastę do układania Sól + Rozmaryn (zakochałem się w jej zapachu!) oraz żel utrwalający z męskiej linii Balmain Hair.

Więcej kosmetyczno-perfumowych grzechów września nie pamiętam. Przechodzimy więc do ścisłej czołówki. Oto co mnie najbardziej zachwyciło i bardzo chętnie bym do tego wrócił.



***









ZAPACH

W kwestii ulubionych zapachów będzie w tym miesiącu nietypowo. Żadnego z tych zapachów nie mam, ba, dwóch z nich nawet nie mam w postaci próbki. Tak mocno jednak mnie zachwyciły, że mogę pisać z pamięci. Po pierwsze Hermès. Kolejny zapach, który nie idzie pod publiczkę – Barénia. Damski szypr, który totalnie bym nosił! Owocowe otwarcie, podpalane drewnem lilie, a w środku nutka miodowego… piwa. Normalnie żeby wypuścić coś takiego trzeba mieć odwagę i grać na nosie trendom. Po drugie Kilian. Jego nowość w linii Liquors – Old Fashioned – od razu wskoczyła u mnie na miejsce pierwsze w tej kryształowej kolekcji (no dobra, może ex aequo z absyntowcem). Zapach poświęcony whisky, ale na mojej skórze wyczarował koniakową aurę. Coś jak Overture Amouage, ale bardziej niegrzecznie. Mega dobra robota! Po trzecie Guerlain. Pojechałem specjalnie do Warszawy by powąchać ich nowość Patchouli Paris po mega entuzjastycznych recenzjach znajomych, których gustom ufam. I mieli rację! Ta paczula jest boska! Kartonik psiknięty i położony przy łóżku sprawił, że rano nie chciałem z niego wychodzić tak pięknie po paru godzinach wybrzmiewała szaroambrowa baza.


TWARZ

 Chyba jestem trochę nieobiektywny w kwestii kosmetyków Antipodes, ale naprawdę wszystkie mi pasują. Nie inaczej było z nowym antyoksydacyjnym tonikiem Glory Vitamin C. Używałem przykładnie cały wrzesień rano i wieczorem wklepując palcami jego gęstawą formułę. Efekt? Letni glow zatrzymany na dłużej! Jednak witaminka C zawsze dobrze mi robi! Są w nim tez lekkie kwasy. Basic Lab zachęciło mnie do jesiennego powrotu do retinoidów. Na pierwszy ogień poszło ich serum korygujące pod oczy z retinalem i peptydami. Zero podrażnień, zero przesuszeń, skóra mniej obwisła, ujędrniona, napięta. Należy nakładać też na powieki. Eliksir Odmładzający Phlov w postaci żelowej zawiera kwas hialuronowy i peptydy i fajnie prasuje zmarszczki. Najlepsze efekty zauważyłem na szyi. Nakładałem go pod krem, a potem wykonywałem masaż rolerem lub płytką gua sha. Dobra rzecz.


BODY

 Z jednego z wypadów do Warszawy wróciłem z nową gąbką. Taką do ostrego szorowania. W The Body Shop sprawiłem sobie gąbkę z włókien kaktusa, która bardzo skutecznie peelinguje i pobudza skórę. Wygodny chwyt oraz opcja do powieszenia przy wannie w celu wyschnięcia. Na włosach doskonale sprawdzał mi się żel do stylizacji z męskiej linii Balmain Hair. Jest to klasyczny kosmetyk, który zostawia odrobinę mokry, średni chwyt i fajny połysk, co jest przyjemną odmianą po dominujących wszędzie ostatnio matujących glinkach i pastach. Zapach stworzony dla tej linii jest dodatkowym atutem. Jesień zawsze przypomina o konieczności bardziej regularnego stosowania kremów do rąk. Bardzo polubiłem konsystencję i rozmiar kremu Sensum Mare z linii Algobody. No i ten zapach! Mówcie co chcecie ja tam czuję szarlotkę z cynamonem! Czyli jesieniarsko na maksa!


FLAKON

To niosło ze sobą pewne ryzyko. Wprowadzić coś nowego nie zatracając swojej tradycji. I dorównać pięknem swoim klasykom. Mowa oczywiście o Diptyque, które wylansowało nową, prestiżową kolekcję zapachów Les Essences de Diptyque i umieściło je w nowych flakonach. Zyskały one szalenie elegancki, smukły look, którego elementem centralnym jest chrakterystyczny diptyquowski owal. Tu ma on symbolizować szkło powiększające i swoiste okno na świat dając wyraz niezmiennej ciekawości świata jaka cechuje tę markę. Z eleganckim szkłem ozdobionym akwarelowymi rysami przepięknie kontrastują proste, czarne, okrągłe korki będące ukłonem w stronę klasycznej perfumerii. Motywy nawiązujące do 5 tematów nowych kompozycji wyrysował czarną kreską (a na pudełkach kolorowymi akwarelami) Nigel Peake. Który wzór mi się najbardziej podoba? Chyba koral i ukochane Lunamaris.


ZABIEG

Z początkiem wrześna dzieci wróciły do szkoły, a ja wróciłem… do kabiny Sisley Paris! Po raz kolejny pojawiła się bowiem w częstochowskiej Galerii Jurajskiej w tamtejszej perfumerii Douglas. Tym razem większa, bardziej luksusowa. Zabieg ponownie przeprowadziła Pani Iza i po raz drugi zrobiła to świetnie. Tym razem clou programu był masaż i zastosowanie nowego preparatu pod oczy w linii Supremӱa. Po oczyszczeniu, tonizacji i masce miałem wykonany masaż limfatyczny słynną płytką Ginko Gua Sha w kształcie liścia miłorzębu japońskiego. Pod oczy Pani Iza nałożyła nowość w linii Supremӱa at Night - The Supreme Anti-Aging Eye Cream o kompleksowym działaniu na wiele widocznych oznak starzenia. Jego działanie wzmocnił masaż wykonany dołączonym do kosmetyku masażerem. Specjalnie opracowana technika czteroetapowego masażu rewitalizuje, wygładza, liftinguje i pobudza okolice oczu. Masaż – czy to wykonany ręcznie czy przy pomocy akcesoriów – to chyba mój ulubiony element każdego zabiegu. Ten w kabinie Sisley Paris był wybitnie relaksujący co przełożyło się na świetny, wypoczęty wygląd okolic oczu i całej twarzy.


EVENT

W wrześniu miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w oficjalnej premierze nowego zapachu londyńskiej marki Penhaligon’s. Premierze połączonej z elegancką kolacją w miejscu, które idealnie wpisało się charakter nowej kompozycji. Spotkaliśmy się przy dźwiękach jazzu w restauracji KUK w warszawskim hotelu Verte by powitać The Dandy, zapach o bardzo bliskich memu sercu inspiracjach i charakterze. Bo czy istnieje bardziej barwna dekada od Lat Dwudziestych ubiegłego wieku? Twórcy perfum czerpią z niej garściami! Roaring Twenties, speakeasies, flapper girls and all that jazz! Ten właśnie klimat oddano w The Dandy za nutę przewodnią wybierając akord whisky i podając go w nieomylnie artedocowskim stylu. Premierową wodę perfumowaną wąchaliśmy degustując prawdziwą whisky, tego wieczoru serwowaną przez Glenfiddich. Szef kuchni restauracji KUK –- stworzył natomiast autorskie menu inspirowane zapachami Penhaligon’s. Przedstawiciel marki, który był gościem tego uroczystego wieczoru, opowiedział nam o historii Penhaligon’sa. Mieliśmy m.in. okazję powąchać słynny Hammam Bouquet od którego wszystko w 1872 roku się zaczęło. Polecam waszej uwadze nowy zapach autorstwa Fabrice’a Pellegrina jeśli chcecie rozgrzać się w nadchodzące jesienno-zimowe miesiące. Warto też obejrzeć genialnie skomponowany film reklamowy, który idealnie przenosi nas w świat przyjęć Wielkiego Gatsbiego. Penhaligon’s dandyzm ma wręcz wpisany w swoje DNA, chociażby ze względu na swoje eleganckie kokardki. Teraz oficjalnie nadano mu imię. Fancy a glass?



PREMIERA

W wrześniu miały miejsce dwie ważne premiery. Odmienne w charakterze, ale obie niezapomniane. Pierwsza dotyczyła lansowania dwóch nowych zapachów marki Creed w debiutanckiej linii Amber Universe. To był prawdziwie podniebny wieczór, choć znajdowaliśmy się zaledwie na drugim piętrze. W Amber Universe znalazły się dwa zapachy inspirowane konstelacjami gwiazd: Delphinus czyli niewielki, ale bardzo jasny gwiazdozbiór nieba północnego i ogromny Centaurus znajdujący się na niebie południowym. O gwiazdach zresztą usłyszeliśmy tamtego wieczoru wiele i ciekawie. Perfumeria Quality zaprosiła bowiem do wygłoszenia krótkiego wykładu licealistę Antoniego Zegarskiego pasjonata astronomii i astrofotografii wyróżnionego za swoje zdjęcia nieba przez NASA. Jego przeciekawa pogadanka porwała nas wprost do gwiazd. Delphinus i Centaurus to zapachy stworzone trochę na zasadzie yin i yang. Delphinus uosabia dla mnie naturę kobiecą, co wcale nie oznacza, że jest wyłącznie dla kobiet. Jest subtelniejszy, lżejszy, bardziej fantazyjny i zabawny. Dominują w nim nuty migdałowe, pudrowe, zamszowe, kadzidlane i przepiękny masełkowy irys. Centaurus to wielkość, siła (również parametrów), klasyka i bogactwo słodyczy. Tu zdecydowanie czuć tabakę, mnóstwo przypraw od których robi się gorąco i urodziwego sandałowca o kremowym wydźwięku. Mnie od pierwszego powąchania rozkochał w sobie Delphinus, z pewnością możecie więc wyczekiwać wkrótce jego recenzji na blogu.

Marka Diptyque rozpoczęła swoją działalność w latach 60 na zasadzie artystycznego gabinetu osobliwości. A w swojej nowej kolekcji Les Essences de Parfums powraca do tego dziedzictwa. Inspiracją do powstania pięciu nowych zapachów były cuda natury nie mające charakterystycznego aromatu. Zapachowo nieme uwolniły artystyczną kreatywność czterech perfumiarek i perfumiarzy, którzy nadali im olfaktoryczną tożsamość. Całości dopełnił artysta Nigel Peake, który ozdobił pudełka i flakony zaczerpniętymi z natury motywami. A oto pięciu głównych bohaterów kolekcji Les Essences de Diptyque: koralowiec w kwiatowo-mineralnym Corail Oscuro, nenufar w ambrowo-zielonym Lilyphéa, perła w ambrowo-przyprowowym Lunamaris, kora drzew w drzewno-ambrowym Bois Corsé i róża pustyni w kwiatowo-hesperydowym Rose Roche. Mam swojego ulubieńca, choć w każdym dostrzegam element piękna. Po prezentacji zapachów mogliśmy się wyżyć artystycznie na warsztatach z akwareli prowadzonych przez Jagnę Wróblewską. Moje „dzieło” wyszło chyba nieźle, bo trafiło w ramki i stoi na biurku.


MIEJSCE

Gdy mieszkałem w Warszawie zawsze ‘rozpaczałem’, że mam tak daleko do butiku Chanel. Podróż do Westfield Mokotów oznaczała przejazd praktycznie przez całe miasto. Skrycie marzyłem by kiedyś moja ukochana marka otworzyła kolejny butik, bardziej na północ od centrum. No i właśnie otworzyła! We wrześniu powstał drugi fragrance and beauty boutique Chanel, który tym razem zlokalizowany jest na parterze centrum handlowego Westfield Arkadia. Tylko, że ja już nie mam tam wcale bliżej. Wszystko jest względne. Tak czy inaczej zachęcam Was do odwiedzin tego pięknego miejsca, które póki co widziałem tylko na zdjęciach. Znajdziecie tam genialną kolekcję butikowych perfum Les Exclusifs de Chanel, letnią linię Les Eau de Chanel. Bogaty wybór produktów do pielęgnacji (w tym luksusowa linia Sublimage) i makijażu (np. ‘lustrzane” pomadki 31 Le Rouge). Panowie będą mogli tu odkryć kierowaną do nich linię Boy de Chanel. W ofercie są też okulary przeciwsłoneczne Chanel. Oraz wiele innych atrakcji, możliwość wykonania krótkiej lekcji makijażu, wspaniałe pakowanie prezentów i wszelkie limitowane produkty i linie (jak np. ekstrakt Chanel Gabrielle Parfum). Ja na pewno wcześniej czy później też tam zawitam.

 

GDZIE TEGO SZUKAĆ:

Kilian: Douglas

Hermès: Sephora i Douglas

Guerlain: butik marki w galerii Westfield Mokotów

Antipodes: Douglas

Phlov: Sephora

BasicLab: www.basiclab.shop

The Body Shop: www.thebodyshop.pl

Sensum Mare: www.sensummare.pl

Balmain Hair Couture: salony fryzjerskie oraz Douglas

Les Essences de Diptyque: www.galilu.pl oraz butik marki przy ul. Koszykowej 63

Creed: Perfumeria Quality

Penhaligon’s: GaliLu

Butik Chanel: Westfield Arkadia, Al. Jana Pawła II 82, poziom 0

*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Jakub Pietrynka

*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Jakub Pietrynka

*NOWY ZAPACH* - Maison Crivelli Oud Stallion

*NOWY ZAPACH* - Maison Crivelli Oud Stallion