*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Monika Bernasiak
Monika Bernasiak
Monika to przedsiębiorczyni i pasjonatka perfum wszelakich, którą poznałem ładnych parę lat temu dzięki jej profilowi Aroma. Jest właścicielką niszowej perfumerii Sillage. Łączy wiedzę biznesową z wrażliwością na zapach, tworząc miejsca, w których perfumy stają się doświadczeniem i osobistą historią. Miałem przyjemność być gościem na otwarciu pierwszej perfumerii w Łodzi. Pod koniec ubiegłego roku odwiedziłem nowo otwarty salon Sillage w Warszawie przy ul. Wilczej. Monikę podziwiam za ocean energii, niekończące się pomysły i determinację do rozwoju. Chciałbym mieć ułamek jej powera! Dzięki niej poznałem jedną z najpiękniejszych róż w mojej kolekcji – Rose Fatale marki Cadèle. Jeśli jeszcze jej nie wąchaliście, gorąco polecam. Odwiedzajcie perfumerie Sillage! A nuż traficie na właścicielkę i niesamowitą energię jaką roztacza.
***
1. Twoimi pierwszymi poważnymi perfumami były…?
Najbardziej pamiętam Gucci Rush 2. Byłam wtedy tuż przed ślubem, miałam 22 lata i studiowałam ekonomię. Co ciekawe, już wtedy prowadziłam stoisko z kosmetykami i perfumami. Sprzedawałam drogie zapachy, ale mentalnie wciąż nie było mnie na nie stać. Wydawały mi się czymś luksusowym, trochę poza moim zasięgiem. Dlatego sama używałam raczej prostszych zapachów – najczęściej mojej ukochanej białej Pumy. Dziś myślę o tym z uśmiechem. To były czasy, kiedy zapach dopiero zaczynał stawać się dla mnie czymś więcej niż tylko dodatkiem.
2. Co kochasz w perfumach?
Towarzystwo.
Tak właśnie traktuję zapachy – jak obecność. One po prostu są przy mnie. Wspierają mnie jak ciepła kurtka podczas zimowego spaceru. Jak dobra książka w czasie samotnego weekendu. Jak idealnie uporządkowana przestrzeń, kiedy potrzebuję się skupić i pracować. Zapach jest w tym wszystkim ze mną. Jest dla mnie. Uwielbiam jego towarzystwo. Dlatego kiedy go nie ma, czuję się wręcz trochę… samotna.
3. Co Cię w perfumach denerwuje?
Trochę denerwuje mnie trend na bardzo syntetyczne kompozycje.
Z drugiej strony rozumiem ludzi, którzy je kochają. Rozumiem społeczność, która dopiero zaczyna swoją drogę z perfumami i jeszcze nie odkryła głębszych, bardziej złożonych zapachów. Dla wielu osób perfumy – szczególnie te popularnie nazywane arabskimi – są po prostu ładne i bardzo trwałe. I to im wystarcza.
To trochę jak podróż samochodem.
Do celu dojedziemy zarówno dwudziestoletnią Skodą, jak i nowym Mercedesem. Pytanie tylko: jakie doświadczenie przyniesie nam ta podróż? Wierzę, że dla wielu osób przychodzi moment, kiedy zaczynają szukać w zapachu czegoś więcej. I wtedy odkrywają, jak ogromną siłę mogą mieć perfumy.
4. Gdybyś była nutą zapachową, byłabyś…
Szafranem.
Dlaczego? Bo mam kilka twarzy. Czasem jestem wrażliwa i łagodna. Czasem wymagająca i bardzo zasadnicza. Bywam zmysłowa… ale potrafię też być trudna. Szafran w perfumach pachnie ciepło, lekko skórzanie i korzennie. Ma w sobie miodowo-balsamiczną słodycz, ale też subtelną ziemistość. To nuta głęboka, intensywna i bardzo charakterystyczna. Jedna z tych, które zostają w pamięci.
5. Pierwsze miejsce, na które aplikujesz perfumy to…
Odkąd noszę włosy do tej długości – przede wszystkim kark, tuż za uchem. To trochę dla innych. Z przodu najczęściej obojczyki, szczególnie przy większym dekolcie. I zawsze nadgarstki. To już taki zawodowy nawyk – w ciągu dnia często sprawdzam, jak zapach się rozwija, jak zmienia się jego projekcja i trwałość.
6. Twoje autorskie perfumy na pewno zawierałyby nutę…
Iso E Super – czyli cząsteczkę znaną z Molecule 01. Moim wielkim marzeniem jest stworzenie własnego zapachu. Obecnie uczę się kompozycji i sensoryki perfum, eksperymentuję z olejkami i molekułami. Najbardziej lubię pracować właśnie z Iso E Super. Kiedy odnajdę swój idealny balans molekuł, chciałabym dodać do niego szafran i tonkę – nuty, które kocham w perfumach. Wierzę, że jeszcze w tym roku powstanie coś naprawdę mojego.
7. Ostatnia perfumeryjna miłość?
Tutaj zaskoczyłam nawet samą siebie.
Nie przepadam za matchą… a zakochałam się w zapachu, w którym to właśnie ona gra główną rolę. To Matcha Soft Serve. Dla mnie pachnie jak chrupiący wafelek i lekko zmrożona matcha – świeża, kremowa i niezwykle komfortowa. I czuję się w tym zapachu naprawdę wspaniale.
8. Gdy zapominasz się poperfumować…
To właściwie się nie zdarza. W samochodzie mam woreczek z próbkami. W każdej torebce – kilka kolejnych. Bez makijażu mogę wyjść z domu zawsze. Bez zapachu – nigdy.
Pamiętam jednak jedną sytuację z 2012 roku. Jechałam na uczelnię i zorientowałam się, że nie mam na sobie żadnego zapachu – ani nawet próbki. W bagażniku znalazłam pudełko przygotowane do wysyłki. W środku był Boss Nuit. Otworzyłam je tylko dlatego, że nie chciałam tego dnia być saute i tak ze mną został przez całe studia. Do dziś ten zapach kojarzy mi się właśnie z tamtym okresem.
9. Możesz otrzymać dożywotni zapas wszystkich perfum jednej marki. Którą wybierzesz?
Dzisiaj bez wahania powiedziałabym: Marcoccia.
Ta marka daje mi wszystko. Zapachy są sensualne, drapieżne, ciężkie i gęste – ale też kwiatowe, sorbetowe, czasem wręcz niewinnie lekkie. Potrafią być grzeczne… i zupełnie niegrzeczne. Andrea Marcoccia nie boi się eksperymentować – i to w perfumach uwielbiam najbardziej.
10. Za jakim zapachem tęsknisz?
Za białą Pumą.
To zapach mojej młodości. Czas liceum. Chciałabym jeszcze kiedyś mieć jeden flakon – tylko po to, żeby na chwilę wrócić do tamtych lat. Chociaż nie były to czasy dla mnie łatwe, ale to one mnie ukształtowały.




