Hi!

Witaj w świecie Charliego! Make yourself at home and smell the roses!

J-Beauty: Sensai Cellular Performance Extra Intensive

J-Beauty: Sensai Cellular Performance Extra Intensive

Dlaczego Japonia nie potrzebuje beauty trendów?

Kiedy myślimy o azjatyckiej pielęgnacji, większości z nas prawdopodobnie jako pierwsza przychodzi do głowy K-beauty. Koreańska pielęgnacja zrobiła w ostatnich latach zawrotną karierę na całym świecie, a wieloetapowe rutyny, esencje, sheet maski i kolejne kosmetyczne trendy stały się częścią naszego codziennego słownika.

Tymczasem jest jeszcze J-beauty — japońska filozofia pielęgnacji, która wydaje się być znacznie bardziej powściągliwa i… spokojna.

I właśnie z tego powodu od dawna chciałem bliżej przyjrzeć się jednej z najbardziej charakterystycznych japońskich marek kosmetycznych — SENSAI.


SAHO — pielęgnacja jako rytuał

W centrum filozofii SENSAI znajduje się SAHO — inspirowana japońską ceremonią herbacianą metoda świadomej i uporządkowanej pielęgnacji twarzy, której celem jest uzyskanie gładkiej, promiennej skóry, określanej przez markę mianem „Silk Skin”.

Samo słowo sahō oznacza w japońskiej tradycji właściwy porządek i sposób postępowania. W pielęgnacji przekłada się to na świadome, precyzyjne i konsekwentnie powtarzane gesty. Metoda opiera się na dwóch filarach: podwójnym oczyszczaniu i podwójnym nawilżaniu.

W pierwszym przypadku najpierw usuwamy zanieczyszczenia rozpuszczalne w tłuszczach — sebum, makijaż czy filtry SPF — a następnie te rozpuszczalne w wodzie. Później skóra otrzymuje porcję nawilżenia w postaci lotionu lub esencji, a kolejny produkt pomaga zatrzymać wilgoć i składniki pielęgnacyjne w skórze.

Brzmi prosto? I chyba właśnie w tym tkwi największa różnica.

W J-beauty nie chodzi koniecznie o to, żeby mieć mnóstwo produktów i codziennie wykonywać mnóstwo kroków. Chodzi o kolejność, dokładność i rytuał. O świadome wykonywanie poszczególnych etapów zamiast traktowania pielęgnacji jak wyścigu.


Cellular Performance Extra Intensive

Jedną z linii, które realizują tę filozofię, jest Cellular Performance — kompleksowa pielęgnacja przeciwstarzeniowa, której zadaniem jest przygotowanie i utrzymanie jedwabiście gładkiej skóry, zapewnienie jej odpowiedniego nawilżenia, jędrności i przejrzystości oraz pomoc w ograniczaniu powstawania zmarszczek.

To właśnie jej wersję Extra Intensive postanowiłem sprawdzić na własnej skórze.

W formule całej linii znajdziemy między innymi jedwab oraz różne kombinacje humektantów, emolientów i składników wspierających komfort skóry. Nie będę jednak robił tutaj wykładu z INCI — znacznie bardziej interesowało mnie to, jak ten zestaw sprawdzi się w praktyce.



Dlaczego piszę o tej linii właśnie teraz?

Bo jeśli miałbym wskazać jeden moment w roku, kiedy szczególnie warto przyjrzeć się swojej pielęgnacji, byłaby to właśnie jesień.

Skóra ma za sobą kilka miesięcy słońca, wysokich temperatur i wakacyjnego trybu życia. Nawet jeśli latem radziła sobie całkiem nieźle, jesienią często zaczynamy odczuwać skutki tego, co wydarzyło się w poprzednich miesiącach. A przed nami jeszcze zima, ogrzewane pomieszczenia, mróz i suche powietrze.

To dobry moment, żeby zamiast czekać, aż skóra zacznie protestować, zadbać o jej odpowiednie nawilżenie i komfort.

I oto powód dlaczego z recenzją SENSAI Cellular Performance Extra Intensive nie chciałem się spieszyć.

Kosmetyki te testowałem przez kilka miesięcy. Nie przez kilka dni, nie przez tydzień i nie do pierwszego efektu „wow”. Dałem sobie czas, żeby sprawdzić, jak sprawdzają się przy regularnym stosowaniu i czy proponowany przez SENSAI rytuał rzeczywiście ma sens w codziennej pielęgnacji.

Mój zestaw był zresztą dość konkretny. W ramach podwójnego oczyszczania stosowałem Silky Purifying Cleansing Gel Water oraz Silky Purifying Creamy Soap, a następnie przechodziłem do podwójnego nawilżania. Pierwszym krokiem jest tutaj Extra Intensive Lotion — tegoroczna nowość SENSAI — a drugim Extra Intensive Cream.

Do tego miałem okazję przetestować Extra Intensive Eye Cream oraz Extra Intensive 10 Minute Revitalising Pads.

Czy po kilku miesiącach mogę powiedzieć, że japońska filozofia pielęgnacji rzeczywiście działa? I czy wszystkie te kroki są naprawdę istotne?

Sprawdźmy.


Silky Purifying Cleansing Gel Water

Pierwszy krok podwójnego oczyszczania ma za zadanie związać i usunąć tłuszczowe zanieczyszczenia skóry — sebum, makijaż czy filtry SPF. Silky Purifying Cleansing Gel Water ma płynną, żelową konsystencję i delikatnie olejkowy charakter. W kontakcie z wodą dobrze radzi sobie z tym, czego chcemy się ze skóry pozbyć. W moim przypadku są to przede wszystkim filtry SPF i kremy BB, dlatego sięgam po niego wyłącznie wieczorem.

Po użyciu skóra nie jest ściągnięta ani przesuszona. Wręcz przeciwnie — oczyszczanie pozostawia ją w bardzo przyjemnym komforcie.

To również moje pierwsze spotkanie z zapachem całej linii, który określiłbym jako komfortowo-luksusowo-kremowy. Najprostsze skojarzenie? Krem Nivea, ale w jeszcze lepszym wydaniu!




Silky Purifying Creamy Soap

Drugi etap oczyszczania to gęsta, kremowa pianka, która pod wpływem wody zamienia się w istny aksamit, by usunąć z twarzy wszelkie zanieczyszczenia rozpuszczalne w wodzie.

Serio, nie miałem chyba jeszcze tak przyjemnego produktu do mycia twarzy! Kiedyś pianka z męskiej linii Shiseido Men miała podobną konsystencję, ale ta jest jeszcze lepsza.

Skóra jest po niej pięknie oczyszczona, ale bez agresywnego naruszania jej bariery ochronnej. Po Creamy Soap sięgam solo rano, a wieczorem stosuję ją jako drugi etap podwójnego oczyszczania. Moim zdaniem szczególnie dobrze sprawdzi się przy cerach mieszanych, normalnych i suchych.

Jest też niewiarygodnie wydajna. Do umycia twarzy i szyi wystarczy naprawdę odrobina… tak niewielka, że oczywiście zawsze wyciskam za dużo!

Nic dziwnego, że — jak słyszę — ten produkt w perfumeriach sprzedaje się jak ciepłe bułeczki.




Cellular Performance Extra Intensive Lotion

Po podwójnym oczyszczaniu SENSAI stawia na podwójne nawilżanie. W tym roku na naszym rynku zadebiutował jego pierwszy krok, czyli Cellular Performance Extra Intensive Lotion.

To rodzaj płynnej esencji, która zapewnia skórze natychmiastowe odświeżenie i rewitalizację. To nie jest tonik. Esencję — którą SENSAI nazywa lotionem — nakładam po toniku, a przed kremem nawilżającym. Jej celem jest nawodnienie, odżywienie i pozostawienie na skórze zdrowego, młodzieńczego blasku. Aplikuję ją, wylewając odpowiednią ilość — około 3 ml — na dłoń, a następnie delikatnie wklepując w skórę twarzy i szyi.

Wchłania się idealnie, a do tego jest bardzo elegancko podana — szklany flakon zdecydowanie robi swoje.

Pamiętam, że w gorące letnie dni często poprzestawałem właśnie na tym etapie nawilżania, nakładając na wierzch jedynie filtr przeciwsłoneczny. Przykazania przykazaniami, ale ja zawsze wierzę w zdroworozsądkowe ich adaptowanie do naszych bieżących potrzeb.




Cellular Performance Extra Intensive Cream

I wreszcie dochodzimy do wielkiego finału, czyli drugiego etapu podwójnego nawilżania. Cellular Performance Extra Intensive Cream oczywiście spełnia swoje podstawowe zadanie — dostarcza skórze humektantów i pomaga zatrzymać w niej wilgoć — ale robi też znacznie więcej.

Dzięki zastosowaniu Technologii Pozyskiwania Energii ma również działanie przeciwstarzeniowe. Oddziałuje więc na drobne zmarszczki i linie, poszarzały koloryt, utratę sprężystości oraz oznaki zmęczenia.

Dla mnie osobiście to genialny krem na noc. Sama aplikacja stała się jednym z moich wieczornych rytuałów i ogromną przyjemnością dzięki bajecznie komfortowej konsystencji — bogatej, ale absolutnie nie ciężkiej — oraz pięknemu zapachowi.

Choć kosmetyk nie należy do tanich, wieczorami zdecydowanie go sobie nie żałuję. Nakładam go nawet z lekkim nadmiarem, wykonuję na jego bazie masaż płytką gua sha i udaję się na nocny odpoczynek, wierząc, że krem zrobi swoje.

A kiedy rano się budzę, widzę, że mnie nie zawiódł.

Latem, przy wysokich temperaturach, był dla mnie zdecydowanie zbyt bogaty do stosowania w ciągu dnia. Teraz jednak wróciłem do używania go dwa razy dziennie — rano nakładam po prostu znacznie mniejszą ilość.

I chyba tak powinien działać dobry kosmetyk: nie tylko robić to, co obiecuje, ale też sprawiać, że chce się go używać.



Extra Intensive Eye Cream i 10 Minute Revitalising Pads

Cztery opisane wyżej produkty testowałem w standardowych pojemnościach. Dodatkowo miałem przyjemność przetestować w formie próbek/miniaturek Extra Intensive Eye Cream oraz Extra Intensive 10 Minute Revitalising Pads.

Krem pod oczy ma niesamowicie jedwabistą teksturę, a skóra po jego zastosowaniu rzeczywiście przypomina jedwab. Zresztą nie bez powodu — hydrolizowany jedwab jest jednym z głównych składników występujących w całej linii Cellular Performance.

Płatki pod oczy, które zostawiamy na skórze przez 15 minut, świetnie sprawdzają się natomiast w sytuacjach typu „przed wielkim wyjściem” albo, mówiąc wprost, w razie kosmetycznego emergency. Efekt rozjaśnienia, rewitalizacji i napięcia skóry jest widoczny właściwie natychmiastowo.




Czyli: czy warto?

Po kilku miesiącach z Cellular Performance Extra Intensive zostaje mi przede wszystkim bardzo dobre wrażenie kompleksowo zaopiekowanej skóry. Doskonałe składniki, bardzo sensoryczne i komfortowe konsystencje, uspokajający zapach, lekkość stosowania i — co wcale nie jest takie oczywiste przy produktach tej klasy — świetna wydajność składają się tutaj na naprawdę przyjemną pielęgnację.

Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się ze skórą. Poziom jej nawilżenia wyraźnie się poprawił, a dobre nawilżenie przekłada się przecież na znacznie więcej niż tylko uczucie komfortu. Skóra ma ładniejszy koloryt i zdrowy blask, jest bardziej sprężysta i sprawia wrażenie lepiej wypełnionej od środka. Wszystko to rzeczywiście zauważyłem podczas regularnego stosowania linii Cellular Performance Extra Intensive.

Jeśli więc ktoś ma ochotę zafundować swojej skórze luksusową kurację, nie namawiałbym wcale na kupowanie całej łazienkowej baterii produktów. Skupiłbym się na czterech podstawowych: Silky Purifying Cleansing Gel Water, Silky Purifying Creamy Soap, Extra Intensive Lotion i Extra Intensive Cream — i stosował je w duchu SAHO.

To spora inwestycja, nie ma co udawać. Ale zwrot z niej okazał się naprawdę piękny — i, co ważniejsze, długofalowy.

Jeśli K-beauty często kojarzy się z różnorodnością, eksperymentowaniem i bogactwem produktów, J-beauty bardziej przemawia do mnie konsekwencją, prostotą i dopracowaniem rytuału.

Cztery etapy dają mi poczucie, że naprawdę dobrze zajmuję się swoją skórą, ale jednocześnie nie prowadzą do pielęgnacyjnego obłędu. Bo przy dziesięciu czy piętnastu etapach można się już nie tylko pogubić, ale też zacząć zastanawiać, kiedy właściwie znaleźć czas na samo życie.

Dla mnie, kosmetycznego freaka, cztery etapy to rozsądny kompromis. Dla przeciętnego faceta? No cóż… podejrzewam, że samo słowo „cztery” może już brzmieć jak spore wyzwanie.

Pielęgnacja może być przecież dokładna, przyjemna i uporządkowana, bez konieczności robienia z niej drugiego etatu.

Czyli bardzo J-beauty.

Kosmetyki Sensai dostępne są w Perfumeriach Douglas Polska

#współpracaPR

*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Magdalena Lach

*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Magdalena Lach