Męska Pielęgnacja bez Spiny
Męska pielęgnacja bez spiny. Czyli o tym, że dbanie o siebie nie odbiera męskości
O męskim zdrowiu psychicznym warto rozmawiać na wiele sposobów. Czasem potrzebna jest poważna rozmowa, czasem ruch, spotkanie z innymi, terapia a czasem… kilka minut z kremem na twarzy i płytką Gua Sha w dłoni. Wszystko po to, żeby przypomnieć sobie, że dbanie o siebie nie jest oznaką słabości ani przejawem próżności. Jest jedną z form troski o własny dobrostan.
Właśnie wokół takich tematów koncentruje się Festiwal Męskiego Zdrowia Psychicznego w Cieszynie, którego organizatorem jest Tadeusz Stoszek. To przestrzeń, w której można rozmawiać o męskości, ojcostwie, emocjach i zdrowiu, a także szukać sposobów na to, by lepiej zadbać o siebie i swoje potrzeby.
W tym roku festiwal otworzył się również na temat, który jest mi szczególnie bliski. Po raz pierwszy odbyły się warsztaty poświęcone męskiej pielęgnacji. A że miałem przyjemność je poprowadzić, mogę powiedzieć jedno: było konkretnie, swobodnie i zdecydowanie za krótko!
„Męska pielęgnacja bez spiny. Dbanie o siebie nie odbiera męskości” — tak brzmiał tytuł mojego spotkania. Zależało mi na tym, żeby nie urządzać uczestnikom wykładu o tym, ile kosmetyków powinien mieć w łazience prawdziwy facet. Nie chciałem też nikogo przekonywać, że od jutra musi spędzać przed lustrem pół godziny dziennie.
Wręcz przeciwnie. Chciałem pokazać, że pielęgnacja może być prosta, praktyczna i dopasowana do naszych własnych potrzeb. Że nie ma jednego słusznego poziomu kosmetycznego zaawansowania. Ważne, żeby nie pozostawać na poziomie ZERO.
Zaczęliśmy od rozmowy o stereotypach i krótkiego quizu PRAWDA CZY FAŁSZ, który pozwolił nam sprawdzić, ile wiemy o codziennej pielęgnacji. Było trochę śmiechu, kilka zaskoczeń i okazja, by rozprawić się z niektórymi kosmetycznymi mitami.
Później przyjrzeliśmy się pielęgnacji od stóp do głów. Moja mapa MANSCAN pomogła nam uporządkować najważniejsze obszary: od włosów i skóry twarzy, przez zarost i dłonie, aż po stopy i zapach. Rozmawialiśmy również o tym, co możemy zrobić dla siebie bez wydawania pieniędzy — bo sen, ruch, higiena, nawodnienie czy chwila odpoczynku nie wymagają inwestycji finansowej.
Nie zabrakło też zadania zespołowego. Uczestnicy układali kolejność stosowania kosmetyków, a następnie musieli wybrać tylko trzy najważniejsze produkty. To dobry sposób, żeby przekonać się, że skuteczna rutyna wcale nie musi składać się (od razu) z siedmiu kroków i całej półki flakoników.
Chwila dla skóry, czyli Kovalite Skin i Gua Sha
Najwięcej działo się podczas części praktycznej. Dzięki marce Kovalite mogliśmy przyjrzeć się kosmetykom przeznaczonym do męskiej pielęgnacji i sprawdzić, jak wygląda dbanie o skórę w praktyce.
Poznaliśmy między innymi maskę-krem re-charge! mask z linii Stress Relief. Rozmawialiśmy o składnikach pielęgnacyjnych, komforcie skóry i roli zapachu w codziennym rytuale. Potem przyszedł czas na działanie: maska i płytki Gua Sha poszły w ruch.
Wspólnie wykonaliśmy delikatny masaż twarzy. Dla części uczestników było to pierwsze spotkanie z tą techniką, ale szybko okazało się, że nie trzeba żadnego specjalnego przygotowania, żeby spróbować. Wystarczy odrobina uważności, odpowiedni poślizg i kilka spokojnych ruchów.
I właśnie ten moment był dla mnie szczególnie ważny. Pielęgnacja nie musi być kolejnym zadaniem do odhaczenia na liście obowiązków. Może stać się małym rytuałem, w którym przez kilka minut skupiamy się na sobie. Bez pośpiechu, bez oceniania i bez konieczności udowadniania czegokolwiek komukolwiek.
Na uczestników czekały również zestawy upominkowe od Kovalite Skin, dzięki którym mogli zabrać kawałek tego doświadczenia do domu.
Perfumy, emocje i osobista garderoba zapachowa
Nie mogło oczywiście zabraknąć tematu, który jest moją wielką pasją. Ostatnia część warsztatów należała do zapachów.
Zaczęliśmy od prostych pytań: czy lubimy używać perfum, jakie zapachy sprawiają nam przyjemność i czym kierujemy się przy zakupach? Czy wybieramy świeżość cytrusów, aromatyczne zioła, ciepłe drewno, przyprawy, a może słodycz?
Następnie przeszliśmy do bardzo praktycznego tematu: męskiej garderoby zapachowej. Nie chodzi o kolekcjonowanie kilkudziesięciu flakonów, ale o świadome dobieranie zapachu do sytuacji. Inny może nam towarzyszyć w dzień wolny, podczas spaceru czy treningu, inny sprawdzi się w pracy, a jeszcze inny na randce, kolacji z przyjaciółmi lub szczególnej okazji. Cztery przykładowe zapachy na różne okazje zaserwowałem z… melonika
Porozmawialiśmy również o kilku zasadach używania perfum: od aplikacji i nawilżania skóry po właściwe przechowywanie flakonów i rozsądne podejście do liczby psiknięć. Bo nawet najpiękniejszy zapach potrzebuje odrobiny wyczucia — również w trosce o komfort osób wokół nas.
Jedna rzecz dla siebie — i nagroda z niespodzianką
Na zakończenie poprosiłem uczestników, żeby na małych karteczkach napisali jedną rzecz, którą po tych warsztatach chcieliby wprowadzić do swojego życia. Bez wielkich deklaracji i rewolucji. Po prostu jeden mały krok w stronę lepszego zadbania o siebie.
Jedna z odpowiedzi została nagrodzona zestawem Kovalite Body. W jego skład weszły żel do mycia ciała, balsam do ciała oraz produkt, który zdecydowanie przyciągnął uwagę panów: de-sweat! ball balm, czyli specjalny lotion do męskich stref intymnych.
Nie będę ukrywał — ten ostatni kosmetyk wzbudził spore zainteresowanie! I bardzo dobrze. Bo właśnie o to chodziło w naszych warsztatach: żeby bez skrępowania rozmawiać o potrzebach, które przecież są zupełnie normalną częścią codziennego życia. Także tych, o których nie zawsze rozmawia się przy kawie.
Na sam koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie na tle tapety, która idealnie pasowała do aromatycznej strony kosmetyków Kovalite. Dominujący w ich zapachu czarny świerk stanowił świetną scenografię dla naszej grupy. Trudno o lepsze domknięcie spotkania poświęconego pielęgnacji, zmysłom i dbaniu o siebie.
Osiem osób, mnóstwo rozmów i za mało czasu
Na warsztaty przyszło ośmiu facetów. I muszę przyznać, że trafiła mi się naprawdę otwarta grupa. Uczestnicy chętnie rozmawiali, zadawali pytania, dzielili się doświadczeniami i angażowali w kolejne aktywności.
Dwie godziny minęły błyskawicznie. Gdybym miał do dyspozycji jeszcze jedną, zdecydowanie byłoby o czym rozmawiać. To chyba najlepsza rekomendacja dla takiego spotkania — kiedy zamiast odliczać minuty do końca, zaczynasz żałować, że czasu jest za mało.
Cieszy mnie również to, że pierwsza odsłona warsztatów pielęgnacyjnych spotkała się z bardzo pozytywnym przyjęciem. Organizatorzy festiwalu planują stworzenie podobnej przestrzeni treningowej również w przyszłym roku. Mam nadzieję, że będzie to kolejna okazja, żeby pokazać mężczyznom, że pielęgnacja nie jest zarezerwowana dla jednej płci, nie wymaga specjalistycznej wiedzy i nie musi wiązać się z presją wyglądu.
Zadbaj o siebie. Po swojemu.
Wracam z Cieszyna z dużą satysfakcją i wdzięcznością — dla Tadeusza Stoszka i organizatorów festiwalu za zaproszenie, dla Kovalite za wsparcie części praktycznej oraz przede wszystkim dla ośmiu uczestników, którzy stworzyli świetną atmosferę.
Jeśli miałbym zostawić po tych warsztatach jedną myśl, byłaby bardzo prosta: nie chodzi o to, żeby wprowadzać rewolucję. Chodzi o to, żeby zacząć robić COŚ. Bez wyrzutów sumienia, bez skrępowania, bez zawstydzenia.
Może będzie to dobry krem, może kilka minut masażu twarzy, może zapach, który poprawia nam nastrój. A może po prostu chwila, w której zatrzymamy się i zapytamy samych siebie, czego dziś potrzebujemy.
Bez spiny. Bez udawania. Po swojemu.




