*RECENZJA* - Issey Miyake Lumière d’Issey
Czy Issey Miyake bez minimalizmu, aquatyczności, ozonu i całego tego japanese zen vibe to jeszcze Issey Miyake?
To pytanie towarzyszyło mi od pierwszego kontaktu z Lumière d’Issey — nowym filarowym zapachem damskim marki, który zadebiutował wiosną 2026 roku.
Bo tutaj naprawdę wiele się zmieniło.
Przez lata kobiece kompozycje Issey Miyake przyzwyczaiły nas do wodnej świeżości, transparentności i pewnej formy zapachowego minimalizmu. Tymczasem Lumière d’Issey kieruje uwagę w zupełnie inną stronę. Inspiracją stało się światło, a dokładniej moment świtu i energia nowego początku. Hasło promujące zapach brzmi zresztą bardzo wymownie: „Wearing Light”.
Nad kompozycją pracował duet znanych perfumiarzy — Fabrice Pellegrin i Marie Salamagne. Jak zdradził Pellegrin, jego celem było stworzenie zapachu, który przywołuje blask śródziemnomorskiego słońca i po prostu wywołuje uśmiech na twarzy.
I rzeczywiście coś w tym jest.
Lumière d’Issey otwiera się iskrzącą zieloną mandarynką i neroli, ale bardzo szybko na pierwszy plan wysuwa się ogromny bukiet słodkich białych kwiatów. Kwiat pomarańczy, frezja i białe piżmo tworzą ciepłą, kremową, wręcz promienną aurę. To właśnie tutaj odnajduję charakterystyczny dla kompozycji słoneczny aspekt, który odróżnia ją od wcześniejszych odsłon marki.
W bazie pojawia się natomiast jeden z najbardziej intrygujących elementów całej układanki — akord pistacjowy połączony z sandałowcem. Nie spodziewajcie się jednak gourmandowej pistacji rodem z cukierni. To raczej subtelny, lekko orzechowy niuans, który wygładza kompozycję i dodaje jej współczesnego charakteru. Choć cały zapach słodkością tak czy inaczej nie grzeszy.
Całość odbieram jako zapach bardzo łatwy w noszeniu. Uniwersalny, optymistyczny i poprawiający humor. Taki, który bez problemu odnajdzie się zarówno w codziennych sytuacjach, jak i podczas wakacyjnych wyjazdów. Jedynie osoby unikające słodszych, bardziej solarnych kompozycji mogą poczuć się nim nieco zaskoczone i może zmęczone.
Nie sposób nie wspomnieć również o samym flakonie, który również zaskakuje odmiennością w porównaniu do wcześniejszych projektów marki. Przypomina szklany pryzmat rozszczepiający światło. Regularny układ trójkątnych faset tworzy niemal kalejdoskopowy efekt, a całość przywołuje na myśl kultowe torby Bao Bao Issey Miyake, których płynna geometryczna konstrukcja stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli marki.
Warto dodać, że Lumière d’Issey wpisuje się również w coraz silniejszy nurt odpowiedzialnej perfumerii. Formuła jest wegańska, zawiera 90% składników pochodzenia naturalnego, wykorzystuje francuski alkohol w 100% pochodzenia naturalnego, a sam flakon można ponownie napełniać dzięki systemowi refill.
Pozostaje więc pytanie, od którego zacząłem.
Czy Lumière d’Issey ma w sobie wystarczająco dużo DNA Issey Miyake?
Mam wrażenie, że odpowiedzi będą podzielone. Jedni zatęsknią za wodną świeżością i powściągliwością dawnych kompozycji. Inni docenią fakt, że marka odważyła się pokazać zupełnie inne oblicze. Ja sam jestem gdzieś pośrodku — ale jedno wiem na pewno. Takiego Issey Miyake jeszcze nie było. Może przyciągnie on do marki zupełnie innego klienta
Zapach: Issey Miyake Lumière d’Issey
Premiera: 2026
Nos: Fabrice Pellegrin i Marie Salamagne
Rodzina: kwiatowo-drzewno-piżmowa
Nuty: zielona maandarynka, neroli, kwiat pomarańczy, frezja, piżmo, pistacja, nuty drzewne, sandałowiec
Trwałość i projekcja: dobre
Dostępność: woda perfumowana o poj. 30ml, 50ml, 100ml i 150ml
#flakonPR




