Spotkanie z marką Creed
Są marki, które sprzedają perfumy i są takie, które sprzedają doświadczenie luksusu. Creed zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Niedawno zostałem zaproszony na indywidualne spotkanie z marką na jej nowym stoisku w Douglas Westfield Arkadia. I choć głównym bohaterem miały być oczywiście zapachy, bardzo szybko okazało się, że równie ważna będzie atmosfera całego doświadczenia.
Spotkanie miało formę fragrance profiling — po krótkim wprowadzeniu do historii domu Creed konsultantka Kasia przeprowadziła ze mną rozmowę dotyczącą moich perfumowych preferencji. Bez pośpiechu, bez mechanicznego „co pan zwykle nosi?”. Bardziej jak spokojna próba odnalezienia wspólnego języka między charakterem a zapachem. Na podstawie tej rozmowy wybrano dziewięć kompozycji, które mogły najbardziej wpisać się w mój gust.
Wśród nich znalazły się zarówno klasyki marki, jak i nowsze premiery: Himalaya, Tabarome Millésime, Bois du Portugal, Wild Vetiver, Original Vetiver, Millésime Imperial, Royal Oud, Green Irish Tweed oraz Oud Zarian.
Podczas spotkania zdradzono mi również ciekawostkę, która idealnie pasuje do wizerunku marki od lat słynącej z wyjątkowo pięknych cytrusów. Bergamotka wykorzystywana między innymi w kultowym zapachu Aventus pochodzi od jednej wyselekcjonowanej rodziny z Kalabrii, współpracującej z Creed od lat. Lubię takie detale. Być może właśnie z nich rodzi się później aura legendy otaczająca podobne domy perfumeryjne.
Po testach mogłem spokojnie odkryć całe stoisko. Oprócz samych perfum znajdziemy tam również pachnące kosmetyki do ciała — mydła, żele, balsamy — eleganckie atomizery podróżne, a nawet firmowy magazyn Creed. Wszystko utrzymane w estetyce dyskretnego, klasycznego luksusu.
Największe wrażenie zrobił na mnie jednak sam rytuał pakowania zapachów na prezent. Flakon owija się tu w biały papier, przewiązuje czarną wstążką z emblematem marki, a następnie umieszcza w firmowej torbie ozdobionej personalizowaną tasiemką. Niby detal, a jednak właśnie takie drobiazgi budują prawdziwe doświadczenie luksusu — takie, którego nie da się zastąpić kliknięciem „dodaj do koszyka”.
I być może właśnie dlatego Creed pozostaje dziś marką tak fascynującą. Z jednej strony historyzującą, niemal nobliwą. Z drugiej — zaskakująco pożądaną przez bardzo młode pokolenie chłopaków interesujących się perfumami. Wystarczy zajrzeć na perfumowego TikToka, by zobaczyć, że dla wielu z nich Aventus urósł wręcz do rangi perfumowego Świętego Graala. A jeśli już marzyć, to najlepiej o Aventus Absolu — jeszcze bardziej intensywnym, bardziej limitowanym i jeszcze mocniej obudowanym internetowym hype’em. Mogłem się o tym dobitnie przekonać wracając pociągiem z Warszawy z firmową torbą Creed’a. To ona sprawiła, że całą drogę powrotną przegadałem z przygodnie spotkanym nastoletnim fanem perfum i oczywiście wielkim admiratorem Aventusa. Niesamowicie miłe i niespodziewane dopełnienie tej pachnącej wycieczki.
Tym bardziej zabawne jest więc to, że wracając tego dnia do domu… nie miałem przy sobie żadnego Aventusa…
… bo to nie on przyciągnął mnie najmocniej.
Tak naprawdę zakochałem się w zupełnie innym zapachu — i to już w momencie jego premiery w ubiegłym roku. Teraz po prostu spełniło się to perfumowe marzenie.
Oud Zarian jest w portfolio Creed kompozycją dość przewrotną. Kontrowersyjną nawet.
Ma oud w nazwie, ale nie jest typowym drzewnym „oudowcem”. Jest słodki, choć daleko mu do gourmandu — co w moim przypadku jest szczególnie zabawne, bo przecież od lat powtarzam, że nadmierna słodycz w perfumach zwyczajnie mnie męczy. Dla części ortodoksyjnych fanów marki okazał się zresztą zbyt mało „creedowy”. Osobiście zupełnie mi to nie przeszkadza
I być może właśnie dlatego tak bardzo mnie ujął. A oprócz tego po prostu pachnie w sposób, obok którego nie potrafię przejść obojętnie.
Uwielbiam różę w perfumach, a tutaj zestawiono ją z oudem w sposób jednocześnie klasyczny i zaskakujący. Bo właśnie wtedy, gdy wydaje się, że Oud Zarian pójdzie w stronę eleganckiego, ale przewidywalnego różanego orientu, pojawia się lukrecja i przyprawy tworzące bardzo charakterystyczny, lekko „rosołkowy” efekt. Wiem, że nie każdy go polubi. Ja jednak absolutnie za nim przepadam. I trochę żałuję nawet, że ten moment nie trwa dłużej.
Później kompozycja stopniowo się wygładza. Oud Zarian przechodzi w bardziej klasyczne rejony róży i oudu, ale nadal zachowuje swój balsamiczny, lekko ambrowy charakter. Gdzieś pomiędzy nimi pojawia się jeszcze delikatna smużka kadzidła, która dodaje całości elegancji i głębi.
Czy bywa momentami lekko marmoladkowy? Odrobinę. Ale o dziwo zupełnie mi to nie przeszkadza. Co ciekawe, mimo swojej mocy, słodyczy i bardzo dobrej trwałości zapach ani przez chwilę mnie nie męczy. Wręcz przeciwnie — daje coś, co w perfumach cenię najbardziej: poczucie niekończącej się przyjemności z noszenia.
I może właśnie dlatego tak dobrze zapamiętam swoją wizytę na u Creeda w warszawskiej Arkadii. Nie tylko jako spotkanie z luksusową marką i jej światem, ale przede wszystkim jako moment, w którym w końcu wróciłem do domu z zapachem, który chodził mi po głowie już od wielu miesięcy.
Podobne stoisko marki Creed znajdziecie w w perfumerii Douglas w galerii Westfield Mokotów. W planie Złote Tarasy i Stary Browar w Poznaniu.
#zaproszenie #prezent




