Hi!

Witaj w świecie Charliego! Make yourself at home and smell the roses!

*RECENZJA* - Molton Brown Tea Ceremony

*RECENZJA* - Molton Brown Tea Ceremony

Tea Ceremony od Molton Brown odhacza u mnie wszystkie właściwe pola. Kocham i klimat zieleni, i tematykę herbacianą, i szczyptę ziemistości. O drewnie hinoki nawet nie wspominając. Nic więc dziwnego, że na premierę tej kompozycji czekałem z dużą ciekawością. Ciesze się, że się nie zawiodłem.

Otwarcie jest dokładnie takie, jakie lubię najbardziej – zielone, ziołowe, odświeżające i bardzo naturalne. Gruszka nashi wnosi do kompozycji soczystość, ale nie przesadza ze słodyczą. Zielona herbata działa jak łyk chłodnego naparu, który od razu stawia na nogi, a matcha dodaje całości odrobiny ziemistości i tego trudnego do opisania efektu grounding – sprowadza na ziemię, przywraca równowagę i pomaga złapać oddech. Z kolei w bazie swoje pięć minut ma drewno hinoki. To ono sprawia, że całość staje się jeszcze spokojniejsza, bardziej kontemplacyjna i wyciszająca, ale nadal świeża.

Tea Ceremony opiera się więc na trzech filarach: soczystej zieleni otwarcia, gorzkawo-herbacianym sercu i spokojnej, drzewnej bazie. Wszystko jest tu fajnie wyważone. Zieleń nie jest krzykliwa, matcha nie wpada w kulinarną dosłowność (nie znajdziecie tu mleka!), a ziemistość pojawia się dokładnie w takim stopniu, żeby nadać kompozycji głębi, a nie ciężaru. To właśnie ta równowaga najbardziej mnie urzekła. Tea Ceremony nie jest minimalistyczny dlatego, że niewiele się w nim dzieje. Jest minimalistyczny dlatego, że nie ma tu ani jednej nuty, która chciałaby wyjść przed szereg albo spowodowała dysonans. Wszystkie realizują jeden spójny temat. 

To również jeden z tych zapachów, które mają konkretne zadanie do wykonania (po angielsku nazywamy je functional scents) – uspokoić, zresetować głowę i poprawić nastrój. Idealnie sprawdzi się wtedy, gdy w środku zabieganego dnia potrzebujecie kilku minut dla siebie albo chcecie przedłużyć komfort leniwego sobotniego poranka. Jest prostolinijny, niewymuszony, całkowicie pozbawiony pretensjonalności, po prostu robi swoje. A robi to naprawdę dobrze.

Czy więc w Tea Ceremony wszystko mi idealnie pasuje? Mogę przyczepić się jedynie do jednej rzeczy. Chciałbym aby tak fajny zapach trochę dłużej trwał na mojej skórze, zwłaszcza w tej gorzkawo-herbaciano-ziemistej fazie, która najbardziej mnie kupuje. Na razie wzmacniam go, używając przed aplikacją perfum żelu pod prysznic z tej samej linii, a ten daje całkiem fundament. Czekam jeszcze, aż do kompletu pojawi się balsam do ciała. Wtedy potrójny layering z pewnością zapewni mi satysfakcjonującą trwałość.

Zapach: Molton Brown Tea Ceremony

Premiera: 2026

Nos: Mathieu Nardin

Rodzina: aromatyczno-zielona

Nuty: gruszka nashi, zielona hernata, matcha, akordy ziemi, hinoki, amberwood

Trwałość i projekcja: umiarkowane

Dostępność: woda perfumowana o poj. 100 ml oraz żel do kąpieli w Douglas oraz na www.moltonbrown.pl



#flakonPR

Cadèle - Rhum Tonka i En Exil

Cadèle - Rhum Tonka i En Exil