Hi!

Witaj w świecie Charliego! Make yourself at home and smell the roses!

*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Anika Idczak

*KWESTIONARIUSZ CHARLIEGO* - Anika Idczak

Anika Idczak

Anika Idczak – założycielka polskiej marki perfum P.ANIKA, perfumiarka i reżyserka teatralna. Łączy świat naturalnych perfum z teatrem, literaturą, historią i nauką, wierząc, że zapach jest jednym z najbardziej pierwotnych języków człowieka. Tworzy wyłącznie z naturalnych surowców, a o perfumach mówi przez pryzmat kultury, emocji i świadomego doświadczania świata. Edukuje o składnikach, obala perfumeryjne mity i zachęca do czytania zapachów z taką samą uważnością, z jaką czyta się tzw. "dobrą książkę" lub ogląda poruszający spektakl. Jej celem jest przywrócenie perfumom ich pierwotnego znaczenia – nie jako dodatku do wizerunku, lecz jako doświadczenia, które zostaje w pamięci i zmienia sposób, w jaki odbieramy rzeczywistość. Prywatnie świetny człowiek o niebanalnym poczuciu humoru. Gdy się poznaliśmy pachniała obłędnie jednym ze swoich prototypów.

***

1.       Twoimi pierwszymi poważnymi perfumami były…?

Samsara Guerlain, choć w sumie wcześniej jeszcze ukochany Cacharel Eden. A i jeszcze Lou Lou Cacharela - pierwszy flakon perfum jaki stłukłam… Do dziś pamiętam ten ból serca siebie - przedszkolaczki. Potem przez długi czas byłam dziewczyną Black Orchid Forda, ale to, co było najpoważniejszym zapachem to mój kontakt na Mysiej w Warszawie z Accord No. 01: Nagarmotha (2017) by REAR. To było coś, co przeniosło mnie w inną rzeczywistość i wtedy pokochałam botaniczne perfumy i tak już zostało.

 

2.       Co kochasz w perfumach?

Kocham w nich to, że są moją pamięcią zapisaną w płynie. Mam ADHD – daty mi uciekają, kalendarze to dla mnie fikcja. Nie pamiętam, co wydarzyło się w którym roku. Ale za to zawsze pamiętam, czym pachniało, kiedy się wydarzało. Nos ma lepszą pamięć niż jakikolwiek terminarz – bo zapach nie porządkuje, on odtwarza. Nie mówi ci „to było w marcu”. Mówi ci: poczuj to jeszcze raz, całym ciałem, tak jak wtedy. To jest moje archiwum – nie w segregatorach, tylko w płynie. Perfumy, które nosiłam ja, i te, które nosili ludzie, których kochałam. Otwierasz flakon i nie wspominasz przeszłości – ty w niej na chwilę jesteś. I dlatego uważam, że perfumy to najbardziej szczery zmysł, jaki mamy. Bo działa na poziomie, którego nie da się zagrać. Kiedy ktoś wącha zapach, który naprawdę mu się podoba – źrenice same się rozszerzają. Ciało reaguje, zanim głowa zdąży wymyślić odpowiednią minę. Nie da się tego udać na castingu ani sfotografować do relacji na Instagramie. To jest reakcja, nie performance. I właśnie o to mi chodzi w P.ANIKA. Nie robię perfum jako dodatku do wizerunku – jako kolejnego „must have”, które ma powiedzieć światu, kim jesteś. Robię perfumy, które mają zostać w pamięci ciała, tak jak zostają wspomnienia, których nie da się datować, tylko poczuć. Chcę przywrócić zapachowi jego pierwotną funkcję – nie ozdoby, tylko doświadczenia, które realnie zmienia sposób, w jaki odbierasz rzeczywistość. Zanim zapach stał się branding, był pamięcią. Był prawdą. Był czymś, co dzieje się w tobie, nie na tobie.

 

3.       Co Cię w perfumach denerwuje?

Bardzo drażni mnie to, że nie ma obowiązku podawania składów perfum i mimo tego, że nakładamy je na największy organ na swoim ciele - na skórę - to, w większości przypadków, nie wiadomo co tam jest. Mam ogromną niezgodę na to.

 

4.       Gdybyś była nutą zapachową, byłabyś…

…dzisiaj olejkiem z Hojari. Jest to naturalny olejek produkowany z żywicy drzewa Boswellia sacra. Pamiętam pierwszy raz, kiedy go powąchałam. Przepadłam. Oszalałam! Nosiłam go zawsze ze sobą w torebce. Wąchałam kilkadziesiąt razy dziennie. Nie mogłam przestać. Za każdym razem mój świat wtedy zwalniał. Nie dlatego, że jestem szczególnie uduchowiona. Po prostu ten zapach otwierał we mnie miejsce, którego wcześniej nie znałam. Moją prywatną świątynię. Cichą. Bezpieczną. Taką, do której nie prowadzą żadne drzwi.

Drzewa Boswellia sacra rosną na skalistych zboczach na południu Omanu. W miejscu, gdzie przez większość roku panuje susza, upał i wiatr. Paradoksalnie właśnie ten surowy krajobraz daje światu jedną z najbardziej świetlistych substancji zapachowych. Hojari jest jak obrazy burz u Turnera, gdzie granica między materią a światłem właściwie znika. Albo jeszcze jak muzyka mojego ukochanego Arvo Pärta - kilka dźwięków i ogrom ciszy pomiędzy nimi. Ogrom przestrzeni. To zapach, który sprawia, że przestajesz słuchać hałasu i po raz pierwszy od dawna słyszysz siebie.

A kiedy pada deszcz… Jestem Ruh Khus, czyli zieloną indyjską wetywerią. Destylowaną tradycyjną metodą deg-bhapka - bez kropli sandałowca sama istota korzeni. Mokra piwnica. Ziemia, ale nie taką świeżą jak petrichora. Korzenie. Chłód kamienia. Las, który powoli rozkłada się, ale tylko po to, żeby za chwilę odrodzić się od nowa. Brzmi jak oksymoron. I bardzo dobrze. To trochę tak, jakby Kaliban z „Burzy” Szekspira zakochał się w Arielu i jest owocem tej miłości jest właśnie zielona wetiweria. Dzikość zakochana w świetle. Za każdym razem, kiedy ją wącham, wraca do mnie Mircea Eliade i jego myśl o człowieku niezakorzenionym, który potrzebuje własnego środka świata. Miejsca, które porządkuje chaos i pozwala poczuć grunt pod stopami. Właśnie to robi ze mną wetyweria. Nie  uspokaja dlatego, że jest łagodna. Uspokaja dlatego, że zakorzenia. Jakby zapuszczała we mnie korzenie głębiej niż sięga niepokój. Może właśnie dlatego Ruh Khus od wieków nazywany jest Olejem Spokoju. Nie odcina od świata. Sprawia, że łatwiej w nim zostać.

 

5.       Pierwsze miejsce, na które aplikujesz perfumy to…?

Lewy nadgarstek

 

6.       Twoje autorskie perfumy na pewno zawierałyby nutę…?

Nutę paczuli. Bez wahania!

To jeden z najbardziej niezrozumianych składników w perfumerii. Przez lata zamknięto ją w szufladce z napisem: „hipisi” albo „ciężkie orientalne perfumy”. A paczula nie daje się zamknąć w żadnej szufladce. Szanuję ją za jej nieprzyzwoitą wręcz różnorodność. Potrafi pachnieć wilgotną ziemią po deszczu. Ciemnym kakao. Drewnem. Zielonymi liśćmi. Mchem. Skórą. Chłodem piwnicy. Czasem jest niemal czekoladowa, innym razem mineralna, zielona albo zaskakująco świetlista. Jeden składnik. Dziesiątki osobowości. Nigdy nie jest taka sama. Dlatego w swojej pierwszej kompozycji Patti Grain Classy zestawiłam ją z nieprzyzwoicie świeżym petitgrain. Bo jeśli paczula jest korzeniami, to petitgrain jest tańcem końcówek włosów w letnim wietrze. Jeśli paczula jest cieniem, petitgrain jest światłem przesączającym się przez liście gorzkiej pomarańczy. Sacrum i profanum. Niskie i wysokie. Brud i niemal kliniczna czystość. Korzenie i korona drzewa. Wnosi przestrzeń. Oddech. Zieloną świeżość liści i młodych gałązek gorzkiej pomarańczy. Nie dominuje. Rozświetla. Uwielbiam surowce z charakterem. Takie, których nie da się zamknąć w jednym przymiotniku. Takie, które żyją na skórze. Zmieniają się z każdą godziną i za każdym razem opowiadają inną historię. Właśnie dlatego zakochałam się w paczuli, a biedna Patti Grain Classy nie miała wyboru.

 

7.       Ostatnia perfumeryjna miłość?

Raer 07: Orris+Cacao [przywiezione z Berlina z ich pracowni, ale też w Galilu w Gdańsku są].

 

8.       Gdy zapominasz się poperfumować…?

Znaczy, że mnie porwali kosmici i tam nie ma perfum. Mogę zapomnieć wszystkiego na świecie (łącznie z tym, że zdarzyło mi się wyjść na spacer z psem z samą smyczą, ale bez… psa), ale bez perfumowania? Nie! To jest jak mycie zębów, a może nawet jak oddychanie - naturalna reakcja.

 

9.       Możesz otrzymać dożywotni zapas wszystkich perfum jednej marki. Którą wybierzesz?

Heretic Parfum. Choć tak naprawdę to najbardziej by mi się marzyło mieć dożywotni zapas naturalnych surowców z Givaudan albo Roberteta czy Biolandes.

 

10.   Za jakim zapachem tęsknisz?

Tęsknię za Angel (Thierry Mugler) na mojej mamie, już 16 lat…

*RECENZJA* - Molton Brown Tea Ceremony

*RECENZJA* - Molton Brown Tea Ceremony