Hi!

Witaj w świecie Charliego! Make yourself at home and smell the roses!

Jak odstawiłem perfumy

Jak odstawiłem perfumy

Nie straciłem węchu.

Przeciwnie — zacząłem czuć wszystko zbyt intensywnie.

W pewnym momencie zapachy zaczęły mnie fizycznie osaczać.

Po dekadzie dzikiego wąchania świadomie odstawiłem perfumy.

Zupełnie.

A jak to się zaczęło? W połowie listopada. Nie było jednego konkretnego zapachu-winowajcy. Pewnego dnia po prostu użyte perfumy poczułem tak mocno, że fizycznie mnie to zmęczyło. Zupełnie nowe doświadczenie i jedno z tych dziwniejszych. A więc: nie utraciłem węchu, nie odbieram perfum w jakiś skrzywiony sposób, po prostu zacząłem odbierać je za mocno. Mój nos, ale nie tylko on, został przesterowany. Myślałem, że to może jednorazowy przypadek, ale za każdym razem gdy uwalniałem jakiś zapach z atomizera na skórę powracały te same objawy: drapanie w nosie i gardle, ‘zatykanie’, fizyczne osaczenie, czasami ból głowy i nudności. Skonsultowałem to z laryngologiem. Sama wizyta nie przyniosła jednoznacznych odpowiedzi, choć lekarka zasugerowała wykonanie za pewien czas tomografii komputerowej mózgu — raczej profilaktycznie, dla wykluczenia pewnych przyczyn.

Postanowiłem więc przestać się perfumować. Ograniczyłem do minimum testy. Przestałem ganiać po perfumeriach. Wyrzuciłem z domu wszystkie dyfuzory, a świece schowałem do szczelnego pudła. Odrzuciłem też wszystkie mocno perfumowane kosmetyki, bo ich zapach też mnie bardzo drażnił. Co zostało? Zimne, czyste powietrze, zapachowa cisza i naturalne bodźce w postaci kawy, cytrusów i naturalnych olejków eterycznych. Na te wszystkie rzeczy mój nos reagował i nadal reaguje przychylnie.

Do traumatycznych przeżyć w grudniu należały pobyty w galeriach handlowych. Ten ocean sztucznych, świątecznych aromatów atakujących mnie z każdej strony był nie do zniesienia. Najgorzej było obok sklepów Lush, Bath & Body Works i Rituals. Raz pobiłem chyba nawet rekord szybkości w przechodzeniu przez Złote Tarasy. Nie łatwiej było w pociągu. Pamiętam ten moment gdy koło mnie usiadł facet wyperfumowany czymś na bank arabskim. Chciałem uciekać i jeszcze w sumie mogłem bo pociąg nie ruszył ze stacji, ale zostałem na warcie z szalikiem na nosie. Na szczęście pachnący współpasażer wysiadł w Skierniewicach.

W domu też czekały pułapki. Raz przygotowałem sobie kąpiel z pianą jak to przez lata miałem w zwyczaju. Chciałem wejść do wanny i mnie fizycznie odrzuciło. Trzeba było wypuszczać wodę i nalewać czystą od nowa. Wigilię spędziłem bez perfum. Pachniało tylko kompotem z suszonych owoców. Ale w kolejne dni świąt już spotkałem się z ludźmi, którzy oczywiście użyli swoich najlepszych perfum w sporych ilościach. Nie mam im tego za złe. Sam jeszcze rok temu tak robiłem. Tym razem musiałem wychodzić na świeże powietrze by wyczyścić nos…

Wszystko to zbiegło się z równoległym przesytem obecnością w mediach społecznościowych. Byłem zmęczony powtarzalnością treści, dowcipów, trendów i min, nadprodukcją zapachowych komunikatów, pościgiem za czymś ciągle nowym, wrażeniem bycia non stop stymulowanym. Może więc mój organizm postanowił powiedzieć: „Stop! Nie będziesz wąchał, nie będziesz postował. Świat ci nie ucieknie!” W konsekwencji nowy rok rozpocząłem od czystek na Instagramie. Przestałem obserwować kilkanaście kont, które od dłuższego czasu mnie denerwowały, a jednak z jakichś masochistycznych powodów wciąż do nich powracałem.

Uczę się więc filozofii JOMO nie tylko na poziomie perfum. Odpuszczam również w innych dziedzinach życia. Detox od zapachów miał trwać do końca roku, ale już widzę, że na powrót jest za wcześnie. Nie będzie jednak kolejnych deadlinów. Zamiast tego będę wsłuchiwał się  jeszcze bardziej w swój organizm. Bez presji, z cierpliwością i wyrozumiałością. To nic, że ominie mnie kilka flankerów…

Ważne jest dla mnie jedno i muszę to napisać: perfumy nie przestały mnie fascynować. Nie przejadły mi się. Nie poprzewracało mi się nagle w głowie (ani żadnej innej części ciała) i nie stwierdziłem, że ‘dla mnie to już nic ciekawego do wąchania nie powstaje’. Nie. Często myślę o perfumach. Przywołuje w pamięci ich zapachy, okoliczności ich noszenia i wrażenia jakie wywoływały. Czasem za nimi tęsknię. Nadal – choć zdecydowanie mniej – o nich czytam.

Zapach jest szalenie ważnym elementem mojego życia i wierzę, że będę jeszcze mógł się nim w pełni rozkoszować. Aż jestem ciekawy tego powrotu. Jakie zapachy mój organizm zacznie akceptować jako pierwsze? Od jakich ilości będę zaczynał? Jak często? Czas pokaże… W między czasie kompletuję – jak to sobie nazwałem – „listę przetrwania”. Znajdują się na niej kosmetyki, których mogę nadal z przyjemnością używać, bo albo w ogóle nie pachną (pomyśleć, że kiedyś był to dla mnie szczyt nudy!), albo ich naturalne zapachy nie wywołują objawów, o których pisałem powyżej.

Znalazły się na niej świetne balsamy do ciała CeraVe i Bogdao. Nie pachną niczym. Moją brodę ratuje bezzapachowy Olejek Elementarny polskiej marki Krayna. Ręce smaruję kremem Chanel o bogatej konsystencji i bardzo minimalnym zapachu. Genialnie sprawdzają mi się kosmetyki Alba 1913, które pachną, ale ich aromat zupełnie mnie nie drażni. Kąpię się w żelu z Boreal Collection, którego używam również jako szamponu. Jego iglasty zapach mnie relaksuje. W ręce wcieram krem z tej samej linii. Kapię się w solach z Morza Martwego Dr. Nona. Dobrze toleruję kosmetyki męskiej marki The Grey, a ich bogaty krem Comfort+ stał się wręcz moim zimowym hitem. Nie przeszkadza mi zapach kosmetyków Tierra Natural. Jest dość donośny, ale zupełnie nie mąci mi w głowie. Zapach też przemycam stosując kosmetyki z miętowej linii Rogue Cyrulików – żel do mycia twarzy, tonik w spreju, styler do włosów wnoszą wspaniałą świeżość i nie męczą zmysłów.

Co będzie dalej? O czym będzie CharlieNose? Przede wszystkim będzie go mniej. Moja obecność będzie tu bardziej organiczna wynikająca z prawdziwej potrzeby i chęci podzielenia się czymś niż opisania kolejnej premiery. W moim kalendarzu wydarzeń rozpoczęła się właśnie kolejna edycja konkursu Love Cosmetics Awards, w którym ponownie juroruję. I na tym zamierzam się teraz skupić. Mój radar będzie tym razem nastawiony na kosmetyki bezzapachowe lub te, które swoim naturalnym, nienachalnym zapachem nie dominują. A perfumy i świece zapachowe oddam tym razem moim testerom.

Może po coś jest ta bezzapachowa zima. Może coś mam przerobić albo właśnie odpuścić ciągłe przerabianie. Uwielbiam patrzeć na czystą niczym niezmąconą biel śniegu. Jest ona dla mnie metaforą i symbolem mojego zapachowego detoxu. Detoxu, który mam nadzieję stanie się resetem. Może będzie to reset wiosenny? Trzymajcie kciuki!

PODSUMOWANIE ROKU 2025

PODSUMOWANIE ROKU 2025