Giorgio Armani I WILL
Giorgio Armani I WILL – nowy filar męskiej kolekcji.
Czy będzie moim nowym signature scent?
I WILL to zapach, który pojawił się w moim życiu trochę inaczej niż większość premier, o których Wam tutaj piszę. Zanim poznałem jego nazwę, zanim zobaczyłem flakon i zanim ktokolwiek powiedział mi, jakie nuty znajdziemy w kompozycji, dostałem tajemniczą przesyłkę z flakonikiem oznaczonym tylko nazwą marki i informacją: 4 lata. 2800 prób.
Nie wiedziałem więc, co wącham. Nie znałem nazwy, nut ani historii, która zwykle za zapachem stoi.
Mogłem po prostu wyrobić sobie własne zdanie. Bez tej całej typowej otoczki.
I właśnie dlatego, kiedy kilka tygodni później pojawiłem się na oficjalnym revealu I WILL w Warszawie, miałem już z tym zapachem swoją historię.
I WILL, czyli… właściwie co?
Zacznijmy od rzeczy najważniejszej. I WILL to nowy filarowy zapach dla mężczyzn Giorgio Armani i pierwszy tego typu męski zapach marki od ponad 20 lat.
To ważne rozróżnienie. Nie mówimy tutaj o kolejnym flankerze czy kolejnej wariacji w istniejącej linii, ale o zapachu, który ma zająć w portfolio Armani nowe, istotne miejsce.
Nazwa również nie jest przypadkowa. Will nie oznacza tutaj po prostu operatora czasu przyszłego, ale determinację, siłę woli i wewnętrzną motywację.
Hasło kampanii mówi zresztą wszystko:
It’s not about luck, it’s about will.
(Nie chodzi o szczęście. Chodzi o determinację.)
I trudno o bardziej bezpośrednie wyjaśnienie nazwy zapachu.
Cztery lata i 2800 prób
Za I WILL stoi duet uznanych perfumiarzy: Alberto Morillas i Nathalie Lorson.
Morillas to dla mnie jeden z mistrzów świeżości, podczas gdy Lorson kojarzę przede wszystkim z gładkimi, sensualnymi akordami. Ich połączenie w przypadku I WILL zaowocowało kompozycją, która od początku próbuje pogodzić te dwa światy.
A praca nad nią zdecydowanie nie była kwestią kilku tygodni.
Twórcy poświęcili na I WILL cztery lata, a w tym czasie wykonano ponad 2800 prób kompozycji.
Ja po trzech próbach wyboru perfum mam już kryzys decyzyjny.
Wanilia specjalnie dla Armani
Jednym z ciekawszych elementów I WILL jest specjalna molekuła stworzona przez Givaudan — Woodleather. Z jej udziałem Nathalie Lorson wykreowała akord waniliowy dla I WILL. Słodki, ale złamany drzewnością, skórą i dymem.
I tutaj pojawia się jeden z moich ulubionych momentów całego revealu.
Podczas spotkania w Warszawie miałem okazję wziąć udział w mini warsztatach poświęconych poszczególnym elementom kompozycji. Mogliśmy powąchać między innymi właśnie ten waniliowo-drzewny akord.
Czyli tym razem nie tylko przeczytałem o molekule w materiałach prasowych. Naprawdę ją powąchałem! Jest doskonała, mogłaby mi posłużyć jako finalne perfumy!
I WILL na dachu Warszawy
Oficjalny reveal odbył się na dachu warszawskiego biurowca. I był bardzo mocno podporządkowany temu, co jest jednym z głównych motywów całego projektu — światu filmu.
Podczas wydarzenia obejrzeliśmy film reklamowy, mini wywiady z twórcami oraz Jonathanem Baileyem, który został twarzą I WILL.
Jeśli kojarzycie go przede wszystkim z Bridgertonów, tak — to właśnie ten pan.
Ale wybór Bailey'a bardzo dobrze wpisuje się w narrację kampanii. Nie chodzi w niej wyłącznie o atrakcyjną twarz, ale o historię człowieka, który działa, decyduje i konsekwentnie realizuje swoje cele. Czyli dokładnie to, co ma oznaczać tytułowe will.
Filmowy charakter kampanii jest widoczny również w detalach. Pojawia się oczywiście słynny Hollywood sign, tyle że zamiast Hollywood mamy I WILL, a także motywy scenariusza, kadrów i fotografii. Nie omieszkałem usiąść na reżyserskim krześle z napisem ARMANI do pamiątkowego zdjęcia!
Mój kofret też opowiada tę historię
Po premierze trafił do mnie wyjątkowy kofret z flakonem I WILL. I tutaj marka naprawdę pobawiła się konceptem.
W środku, oprócz samego zapachu, znalazłem między innymi obiektyw oraz slajdy przedstawiające motywy związane z nową kompozycją.
To drobiazgi, ale bardzo dobrze pokazują, jak konsekwentnie marka prowadzi narrację wokół premiery. Nie jest to po prostu „ładne opakowanie z dodatkami”, tylko przedłużenie całej historii stworzonej wokół zapachu.
Czym właściwie pachnie I WILL?
Sama kompozycja została zbudowana wokół trzech uzupełniających się tematów.
Pierwszy to słoneczna świeżość, którą tworzą bergamotka i kardamon.
Drugi to aromatyczność — tutaj pojawiają się lawenda, szałwia i fiołek.
Trzeci to najbardziej charakterystyczna część kompozycji: ciepły, waniliowo-drzewno-skórzany finisz, w którym pojawiają się wanilia madagaskarska, Woodleather i paczula.
I właśnie ten kontrast jest dla mnie kluczowy dla odbioru I WILL.
Z jednej strony mamy świeżość i aromatyczność, które sprawiają, że zapach pozostaje zdecydowanie męski i stosunkowo łatwy w odbiorze. Z drugiej — wanilię, która nie jest tutaj jedynie delikatnym dodatkiem.
Jest jej całkiem sporo. I jest całkiem słodka.
Na szczęście świeżość, aromatyczność i drzewno-skórzane tło skutecznie tę słodycz równoważą.
A co z flakonem?
Flakon I WILL również ma swoją historię. Jego kształt został nakreślony jeszcze przez samego Armaniego, który połączył prostotę, miękką, opływową formę, ciepło gradientowych barw i matowe wykończenie szkła.
To bardzo armanowy projekt — pozornie prosty, ale z detalami, które nadają mu charakter.
I jest jeszcze jedna rzecz, którą bardzo doceniam:
it’s refillable.
Czy I WILL zostanie moim signature scent?
No właśnie.
Tutaj dochodzimy do części najbardziej osobistej.
I like it, but I don't love it.
I uważam, że to całkiem uczciwa odpowiedź.
I WILL naprawdę mi się podoba. Wanilia jest tutaj bardzo przyjemnie zestawiona ze świeżością i aromatycznością, dzięki czemu kompozycja nie staje się przesadnie ciężka czy przesłodzona.
Ale jednocześnie tej wanilii jest dla mnie sporo. Jest wyraźna, słodka i w pewnym momencie zaczyna dominować nad pozostałymi elementami.
Czy będę go nosił?
Zdecydowanie tak.
To jeden z tych zapachów, po które z przyjemnością sięgnę od czasu do czasu. Tym bardziej że I WILL ma coś, czego nie da się zmierzyć samą piramidą nut — bardzo dobry odbiór otoczenia.
To zdecydowanie compliment getter!
A jednak, gdybym miał wybrać jeden zapach z logo Giorgio Armani, który miałby zostać moim signature scent, prawdopodobnie nadal skierowałbym się w stronę linii Acqua di Giò. Tam jest po prostu więcej mnie...
I może właśnie to jest najlepsze podsumowanie I WILL.
Nie musi zostać moim numerem jeden, żeby być bardzo udanym nowym rozdziałem w męskiej kolekcji Armani. Wróżę mu sukces sprzedażowy, bo to zapach, który ma szansę spodobać się facetom w różnym wieku i który można nosić w zasadzie o każdej porze roku.
Jeśli więc lubicie męskie zapachy, w których świeżość spotyka się z aromatycznością, a całość kończy się wyraźną, słodką wanilią z drzewno-skórzanym akcentem — I WILL zdecydowanie warto powąchać.
Bo czasami nie chodzi o to, żeby zapach pokochać na zabój.
Czasami wystarczy, że po prostu chce się do niego wracać.




