*ULUBIEŃCY MIESIĄCA* - Best of October 2025
Październik rozpoczął się bardzo przyjemnie muzycznym wieczorem w kolorze bleu, by potem przeorać mnie ostro i zakończyć się miłym i słonecznym weekendem w górach. Czyli taki trochę sandwich. Ważne, że przeżyłem…
W związku z grypą oraz zapaleniem spojówek, które nie wiadomo skąd się przyplątały, używałem w ubiegłym miesiącu mniej perfum i mniej kosmetyków. I chyba ten przymusowy post dobrze mi zrobił. Coś tam jednak dla Was fajnego wyłuskałem. Nie byłbym sobą przecież. Poczucie obowiązku mam.
Ale wróćmy do Warszawy, która ściągnęła mnie na początku miesiąca na premierę nowego zapachu Bleu de Chanel L’Exclusif. O samym evencie więcej przeczytacie niżej, ale będąc w stolicy nie mogłem nie odwiedzić przy okazji paru perfumowych miejsc. Zajrzałem do Impressium przy Mysiej 3. Perfumeria zyskały nowy look, który opisałem w poprzednich Ulubieńcach Miesiąca. Wpadłem też do House of Merlo gdzie po raz pierwszy powąchałem zapachy marki Zaharoff (to ich nowa marka). Zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie! W butiku Fridge sprawdziłem natomiast nową kompozycję skrytą w czerwonym flakonie I have a knife in my hand z tajemniczą rezedą o nieco metalicznym wydźwięku.
Kluczowym punktem października był zakup gabloty. Na perfumy oczywiście! W końcu się na to zdecydowałem i choć szczerze nienawidzę skręcać mebli tu się poświęciłem, a efekt końcowy bardzo mnie zadowolił. I nadal zadowala gdy patrzę na nią zaraz po przebudzeniu. Chciałem coś pojemnego, zamkniętego, ale pragnąłem też wyeksponować moje flakony. Przeszklone drzwi gabloty okazały się strzałem w dziesiątkę. Tylko nie myślcie, że zmieściła się tu cała moja kolekcja. Nic z tych rzeczy! Nawet nie połowa. W gablocie honorowe miejsca zajęły moje ukochane marki: Chanel, Dior, Acqua di Parma i Diptyque. Na parterze wylądowały wszystkie discovery sety – w końcu mam je teraz w jednym miejscu! A żeby nowy mebel się dumnie prezentował puszczam na niego światło z nowej lampy, która wpadła w pakiecie.
W październiku były też zbiory pigwy (będzie na całą zimę do herbaty!), jesieniarska kawa w parku i szuranie liśćmi, pyszny ramen i jeszcze lepszy rosół, który jak może wiecie uwielbiam nie tylko na talerzu, ale i w perfumach. W moim mieście powitałem odnowioną i powiększoną przestrzeń perfumerii Douglas. Więcej o tym miejscu w odpowiednim ustępie niżej i mogę już zdradzić, że w ubiegły weekend wylądowałem na tamtejszym zabiegowym fotelu. Pełny opis zabiegu znajdziecie na pewno za miesiąc w Ulubieńcach Listopada.
Na blogu pisałem o perfumach do włosów, w ramach CharlieWykłada opowiadałem o wetywerii, a w Halloween nosiłem Kokorico. Na moje pytania w Kwestionariuszu Charliego odpowiedział Kamil Bańkowski, którego pod koniec miesiąca miałem przyjemność spotkać na warsztatach zorganizowanych w ramach Festiwalu Zdrowia Psychicznego Mężczyzn w Cieszynie. A zanim tam dotarłem spędziłem miły czas w Wiśle. Był hiking, było SPA, były też pieczoki. Zawsze fajnie tam wracać.
Z poznanych w październiku zapachów zdecydowanie trzeba wymienić zapachy Brunello Cucinelli. Wszystkie zrobiły na mnie ogromne wrażenie czemu dałem wyraz we wpisie na blogu. Testowałem też nową limitowaną parkę Valentino Born in Roma Ivory, perfumy w olejku Rhizome 03, Blue Talisman ex Nihilo w wersji ekstraktowej, Notorious XO Micallefa, Novae Vanilla Atelier des Ors i Angeles’ Share on The Rocks Kiliana. Spodobały mi się nowe Versace Crystal Emerald i JHAG Powder Love – choć to zupełnie różne kompozycje. Był tez nowy Stronger With You Emporio Armani - Amber, i dwa zapachy z przydomkiem Indigo – od Lalique i od Kenzo. Kosmetycznie testowałem nową urodzinową serię Sensum Mare z polinukleotydami oraz linie do włosów Kérastase Gloss Absolu. Od dobrej znajomej dostałem natomiast beauty goodies z podróży do Japonii. Jeden z nich już stał się moim ulubieńcem. Sprawdźcie poniżej który…
ZAPACH
Jak wspomniałem powyżej nowa w Polsce kolekcja perfum Brunello Cucinelli Incanti Poetici zrobiła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Wszystkie sześć zawartych w niej zapachów są zrobione po mistrzowsku, z najwyższej jakości składników. Mógłbym mieć każdy z nich, ale… moją absolutną miłością jest Sogno Notturno autorstwa Quentina Bischa, w którym to perfumiarz wymieszał z maestrią nuty drzewne i kwiatowe doprawiając całość kminem. Cudny sandałowiec zblendowany z wetywerią i czułym osmantusem dają efekt porównywany przez niektórych do klasycznej wody perfumowanej Bottega Veneta. I coś w tym jest. Uwielbiam! O Barénii Hermèsa też pieję już od premiery klasycznej wody perfumowanej. U progu jesieni poznałem jej wersję Intense i jeszcze bardziej przepadłem. No po prostu musiałem mieć ten cudny, jesienny, kwaskowaty, paczulowy i lekko skórzany szypr. Na mojej skórze układa się znakomicie. Na trwałość też nie mogę narzekać. A po klasyka wcześniej czy później na pewno też wrócę. No chyba, że wyjdzie wersja Parfum i jeszcze bardziej podbije moje serce. Trzecim ulubieńcem jest mix dwóch zapachów. I chyba nie mógł się pojawić w lepszej marce. To przecież Jo Malone właśnie od samego początku zachęca nas do blendowania swoich kompozycji. Ja odkryłem swój ulubiony, spersonalizowany duet łącząc English Pear & Freesia z klasycznym zimowym ocieplaczem czyli Myrrh & Tonka. Owocowa róża otulona słodko-migdałowym szalikiem. Cudo na jesień zwłaszcza, że teraz najpopularniejsze zapachy tej marki można dostać w fajnych travelowych rozmiarach 10ml!
TWARZ
Gdy dopadło mnie zapalenie spojówek (pierwszy raz w życiu!) naturalnym było odstawienie wszelkich kosmetyków na okolice oka. Infekcję wyprowadziłem dzięki zapisanym przez lekarza specyfikom z apteki, ale niebagatelną rolę odegrał też balsam, którego zacząłem używać gdy moje oczy przestały już czerwienić się i swędzieć. Eye Care Balm firmy Dr Nona, która specjalizuje się w naturalnych kosmetykach z wyciągami z Morza Martwego, znałem od dawna, ale dopiero teraz w pełni się w nim zakochałem. Jest ultradelikatny i cudownie lekki. Jak różana chmurka (zawiera olejek z dzikiej róży i tak też pachnie) dba o okolicę oka w sposób holistyczny. Wygładzanie i ujędrnianie nie były tym razem moim priorytetem; oczekiwałem ukojenia, uspokojenia, złagodzenia. I w tym zakresie balsam pod oczy Dr Nona sprawdził się znakomicie. Dolegliwości przeszły, ale krem został ze mną. Zamierzam zużyć do samego końca. W jego składzie znajdziecie też naturalne olejki, witaminę E i opatentowany przez firmę Halo Kompleks zawierający bioskładniki z rejonu Morza Martwego. Gdy wyleczyłem oczy dopadła mnie grypa. Nadal nie miałem ani ochoty ani możliwości stosowania rozbudowanych rutyn pielęgnacyjnych. Sięgałem wtedy (oprócz wspomnianego kosmetyku Dr Nona) w zasadzie tylko po innowacyjny sprej pielęgnacyjny marki Neumi. Wspominałem już o tych specyfikach ostatnio przy okazji pielęgnacji włosów, teraz polecam kosmetyk dedykowany skórze Neumi Skin. Ponownie jest to lekka, momentalnie wchłaniająca się mgiełka pełna antyoksydantów – w tym kluczowego dla marki glutationu – i technologia Hydrastat pozwalająca na dogłębną penetrację cennych składników. A jest ich tu bez liku! Wymienię tylko kilka: kwas hialuronowy, cysteina, arginina, glicyna, kurkumina, hydroksyprolina, kwas winowy… Na pewno będzie powtórka, bo właśnie skończyłem 100ml opakowanie. Gdy już całkiem doszedłem do siebie, mogłem powrócić do bardziej rozbudowanej pielęgnacji. Na pierwszy ogień poszła nowa linia Sensum Mare z polinukleotydami. Najmniej używałem kremu pod oczy, ale serum i krem totalnie mnie w sobie rozkochały. Czuć, że są to kosmetyki najnowszej generacji. Od opakowań, przez przyjemność aplikacji, lekkość konsystencji aż po widoczne (już po 2 tygodniach stosowania!) efekty. Skóra po regularnym stosowaniu serum i kremu jest pięknie rozświetlona zdrowym blaskiem, bardziej zwarta i zdecydowanie gładsza. Zauważyłem też ujednolicenie kolorytu i mniejszą wrażliwość na zmiany temperatur, które zawsze dawały mi się we znaki o tej porze roku. Jestem fanem serii Sensum Mare z PDRN. Świetna robota!
BODY
Nowa seria do włosów Kérastase Gloss Absolu co prawda przeznaczona jest do włosów długich i ma im nadawać piękny połysk, ale szampon – a właściwie kąpiel pielęgnacyjna – z tej kolekcji bardzo dobrze sprawdziła się również na moich krótkich włosach. Bo czemu niby krótkie włosy nie miałby chcieć połysku?? I ten połysk rzeczywiście jest! A co poza tym? Delikatność mycia i przepiękny zapach, który kojarzy mi się z brzoskwiniowym drinkiem bellini. Kosmetyk doskonale nawilża włosy dzięki zawartości kwasu hialuronowego, kwasu glikolowego i olejku z dzikiej róży. Włosy nie puszą się i bardzo dobrze układają. Fajnie, że można dokupić refill. Na pewno to zrobię jak już zdenkuję obecną butelkę. A co polubiłem do stylizacji włosów? Nową sól do układania Sea Salt Hair Spray polskiej marki Masveri. Kosmetyk zainspirowany kulturą surfingową gdzie włosy układa wiatr i morska sól w nim zawarta na szczęście nie wysusza czupryny tak jak naturalne żywioły. A co robi? U mnie bardzo fajnie pogrubia włosy przez co fryzura nabiera objętości. Chwyt jest raczej lekki, elastyczny, pozwalający na restylizację w ciągu dnia. W składzie pielęgnacyjne składniki takie jak gliceryna, D-panthenol i aloes. Kosmetyk bardzo łatwo wymywa się z włosów co dla mnie też jest ważnym kryterium oceny. Przyjemny morski zapach również robi swoje. Sporo było dziś o włosach, przejdźmy do dłoni. Sezon na dbanie o nie wejdzie niedługo w szczytową fazę. Póki co zadowalam się jeszcze w miarę lekkimi formułami kremów i taką też znalazłem w japońskim kremie-prezencie marki Cotonoca z Kyoto. Na opakowaniu wszelkie informacje jedynie po angielsku, opowiem więc tylko o własnych doznaniach. Lekka, ‘wilgotna’ konsystencja dająca wrażenie momentalnego nawilżenia. Dłonie i paznokcie po zastosowaniu kremu zyskują ładny, zdrowy połysk, który się utrzymuje. Zapach: piękny naturalny kwiat bawełny, który mentalnie daje efekt dopieszczenia. Arigatō!
FLAKON
How not to love Valentino bottles? Ja jestem oczarowany ich wyglądem od kiedy w 2014 roku w mojej kolekcji pojawił się klasyczny flakon Valentino Uomo, zapachu o męsko gourmandowym charakterze. Zawsze kojarzył mi się z kryształową karafką koniaku! Potem był szalenie elegancki Uomo Intense w czerni, a w 2019 marka zainaugurowała linię Born in Roma dodając do swoich flakonów ‘obrożę’ z kultowymi ćwiekami Valentino. To ten motyw właśnie – Valentino Rockstud – jest kluczowym elementem designu flakonów rzymskiej marki. Awangardowy, piramidalny kształt, inspirowany architekturą rzymską, jest znakiem rozpoznawczym domu mody Maison Valentino. Wpisany w ikonografię mody Valentino i symbol Rzymu, zdobiący bramy i mury miasta, Rockstud to element transformacji, który sprawia, że torebka lub but z klasyki stają się natychmiastowo krzykiem mody. W tegorocznej limitowanej edycji Rendez-Vous flakony Born in Roma Donna i Uomo zyskują jeszcze jeden atut – kolor! Jest to oczywiście Ivory czyli kość słoniowa, która na eleganckiej fakturze daje efekt mleczny, po trochu matowy jak ceramika, po trochu połyskujący jak porcelana. Pięknie się na to patrzy i jeszcze przyjemniej dotyka. Całość uzupełniają złote ‘kołnierze’ i nazwa marki wypisana na etykiecie imitującej skórę. Born in Roma Ivory to flakony, które każdy kolekcjoner piękna powinien mieć w swojej kolekcji. Nawet jeśli nie jest fanem samych zapachów.
HOME
Pewne zapachy przychodzą, umilają czas i odchodzą, a inne zostają na dłużej albo na zawsze. Bo wchodzą głęboko za skórę, wypełniają miłymi wspomnieniami pamięć, dopełniają naszą tożsamość. Tak właśnie u mnie jest z zapachem perfum oraz kosmetyków włoskiej marki Hemp Care. Bazuje ona na organicznych wyciągach z konopi, ale sam zapach tych kompozycji to dużo więcej niż konopie – to blend wyciszenia, uziemienia i eleganckiego spokoju. Oprócz perfum i pachnących kosmetyków do twarzy, włosów (i brody!) oraz ciała znajdziemy tu też kolekcję zapachów do domu. Testowałem już ich świecę, mam w łazience sprej (który można też używać do tkanin), teraz przyszła pora na test dyfuzora. Niby ten sam zapach, a jednak inne doświadczenie. Świeca była cieplejsza, sprej daje mocny zapach, który po kilku godzinach znika, dyfuzor zapewnia dyskretne rozprzestrzenianie się aromatu i jego wielodniową wyczuwalność. Kompozycja, obok liści konopnych, łączy w sobie akordy cytrusowe z nutą szałwii, białej róży, jaśminu, wetywerii i cennymi drewnami. Bardzo podoba mi się prosty, niezobowiązujący flakon dyfuzora Hemp Care. Pasuje i do mojej sypialni i do pokoju w którym pracuję i do łazienki. W efekcie często ze mną wędruje zapewniając zapach na całym piętrze.
PREMIERA
To było idealne trio! Zapach. Dźwięk. Kolor. Zbyt niebieski, by być czarnym. Zbyt czarny, by być niebieskim. 1 października powitaliśmy w warszawskim klubie Jassmin nowego członka rodziny Bleu de Chanel – L’Exclusif! Głównego bohatera wieczoru było czuć i widać wszędzie. Doskonale wpisał się w klimat jazzowego klubu. Serwowano Negroni i Manhattan, a dopełnieniem wieczoru był fantastyczny koncert. Nie jakieś tam granie do kotleta, a prawdziwy, regularny i pełnowartościowy koncert zespołu Hoshii. Ten założony przez Kubę Więcka band łącząc brzmienia współczesnego jazzu, hip-hopu i muzyki alternatywnej absolutnie porwał gości wieczoru Chanel. Niezapomnianie ekskluzywny czas!
WARSZTATY
W październiku ponownie odwiedziłem piękny, jesienny Cieszyn, ale tak naprawdę odwiedziłem wtedy wiele innych miejsc. Za sprawą zapachu i obrazu. Od Skandynawii, przez Dunajec, po śródziemnomorską plażę, na której z morskiej plaży objawiła się Wenus. A po drodze wpadłem do kilkudziesięciu miejsc Polski prowincjonalnej, zapomnianej i nie zawsze pięknej sfotografowanej w jesiennej szarudze. Takie cuda tylko w Cieszynie! Kamil Bańkowski bowiem to nie tylko perfumiarz, ale i – a może przede wszystkim – fotografik. Na warsztatach w ramach II Festiwalu Zdrowia Psychicznego Mężczyzn zaprezentował nam swoje fotograficzne obrazy z mini wypraw do Polski B, C, D, a może i E, które ma zamiar zamknąć w formie albumu pt. "Było, nigdzie, nic". Była to fascynująca podróż wyrażająca niesamowitą uważność dla szczegółu, miejsca i momentu oraz opatrzona przeciekawymi opowieściami. Niektóre z tych obrazów pozostaną ze mną na długo. Niektóre zaś może sam będę chciał zobaczyć na własne oczy… W drugiej części spotkania mieliśmy okazję powąchać przedpremierowo nowe zapachy Kamila spod szyldu Fyyre Perfumes. Zaczęliśmy od Lachowskiego Bajania (Dunajec, Dziopa i Matula), po czym zasmakowalismy Sagi Norweskiej (Fenrir i Loki), poznaliśmy trzy zapachy z serii Hymny Sztuki (Kucie Kos, Wiosna i Narodziny Wenus), a na koniec poczęstowano nas orzechami w dwóch wydaniach. Tradycyjnie wziąłem na odchodne coś na skórę, bo uwielbiam testować zapachy jadąc w dłuższą trasę autem. No i co wyszło mi z tych testów? Że Fenrir, który bardzo ujął mnie w trakcie spotkania, zdał egzamin na 6 również na skórze. Musicie go poznać jeśli tak jak ja kochacie klimaty dymne, skórzane, ziemiste i podwędzane. Jeśli zaś wolicie aldehydową mydlaną pianę czekajcie koniecznie na Wenus…
MIEJSCE
Gdy w twoim mieście jest tylko perfumeria na S i na D… to wcale nie musi być powód do płaczu! Pod warunkiem, że perfumeria ta przejdzie lekki facelift. I tak właśnie stało się z salonem Douglas w częstochowskiej Galerii Jurajskiej. Po ponad dwumiesięcznej rozbudowie, perfumeria ukazała swoje nowe, dużo większe oblicze i – co najważniejsze – znacznie poszerzoną ofertę. Na ten przykład w końcu mamy teraz w Częstochowie Kiehl’sa! Pojawiła się tez bogato reprezentowana młoda polska marka Hydrèy. Mnie oczywiście najbardziej jednak interesowały nowe marki perfumowe. A tu bardzo dużo się wydarzyło. Perfumeria posiada teraz swój niszowy kącik gdzie oferowane są takie marki jak Caron, Atkinsons, Bohoboco, The Merchant of Venice, NEST i Brunello Cucinelli. Pojawienie się tej ostatniej marki szczególnie mnie ucieszyło. Ale jest jeszcze jedna nowość! Na tyłach perfumerii uruchomiono, mały, bo mały, ale bardzo estetycznie urządzony i przytulny gabinet zabiegowy. Odbywać się tu będą zabiegi z wykorzystaniem kosmetyków różnych marek. Jest to świetna okazja do skorzystania z pełnego luksusowego zabiegu przy zakupie produktu z danej marki. Nie raz już z tego korzystałem i szczerze polecam. Śledźcie na bieżąco co tam w douglasowym gabinecie oferują. Ja już w listopadzie rozłożyłem się na tamtejszym wygodnym łóżku.
GDZIE TEGO SZUKAĆ:
Jo Malone London: Sephora i Douglas
Hermes: Sephora, Douglas, Notino
Brunello Cucinelli: Douglas
Dr Nona: https://drnona.pl/
Neumi: www.neumi.com
Sensum Mare: www.sensummare.pl
Kérastase: Sephora, Douglas, salony fryzjerskie
Masveri: www.masveri.com
Valentino: Sephora i Douglas
Hemp Care: Douglas
Douglas: Galeria Jurajska, Częstochowa




